
fot; ostorozhno.novosti
Informacje o rosyjskim oficerze wysadzonym w eksplozji w Petersburgu zaczynają układać się w całość. Szczegóły pokrywają się z informacjami, które podaliśmy 27 sierpnia br., czyli w dniu jego śmierci.
Żołnierzem, który zginął w wyniku wybuchu samochodu, był 43- letni pułkownik Siergiej Sieczkow – poinformował ukraiński kanał Telegram Supernova+.
Ojciec zabitego potwierdził kanałowi „Agencja”, że jego syn zginął w wyniku wybuchu. Napisał krótko: „Wysadzili go w powietrze”.
Według danych ukraińskiego projektu „Mirotworec” służył on w 332. samodzielnym gwardyjskim pułku śmigłowcowym Czerwonego Sztandaru.
Ukraińskie władze oskarżają żołnierzy tej jednostki o zbrodnie wojenne. Według Sztabu Generalnego, brali udział w atakach rakietowych i bombowych, a ich celem była ludność cywilna.
Sieczkow miał służyć w pułku w stopniu majora. Rosyjskie źródła określają go natomiast jako podpułkownika.
Na jaw wychodzą również szczegóły dotyczące jego życia prywatnego.
Sieczkow mieszkał przy szosie Kolpińskiej pod numerem 24, około 100 metrów od miejsca eksplozji.
Jego żona Anna również została ranna. Kobieta pracuje w punkcie odbioru zamówień znajdującym się w pobliżu miejsca, gdzie doszło do wybuchu.
W piątek rano dziennikarze „Agencji” próbowali skontaktować się z rodziną oficera. Bezskutecznie.
Sam Sieczkow miał wcześniej informować przełożonych, że znalazł się na „liście osób do likwidacji”.
W maju 2022 roku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wskazywała na jednostkę Sieczkowa, zarzucając jej przeprowadzanie ataków na kierunku słobożańskim.
Jak informowaliśmy TU, prowadzące śledztwo służby FR wpadły na trop 24-letniej dziewczyny, która miała podłożyć ładunek pod autem Rosjanina. Udało je się zbiec za granicę. Tu przeczytasz więcej szczegółów…



