
Pomysł tak banalny i oczywisty, że dziwne, iż dopiero teraz zaczęli to wdrażać.
Na uzbrojenie armii ukraińskiej wkrótce wejdą nowe roboty bojowe. W odróżnieniu od swoich zaawansowanych technologicznie poprzedników, te są do bólu proste: dwa sprzężone zwykłe karabinki Kałasznikowa na kołach. I tyle. Wcześniej był jeden, ale ktoś słusznie zauważył, że lepiej dwa.
Nowe roboty zaczęto już testować je na pierwszej linii – informuje Ministerstwo Obrony. Projekt stworzył klaster technologiczny Brave1.
Kałasznikowy są montowane na specjalnej obrotowej wieży, którą można łatwo odczepić i zamontować na dowolnym innym podwoziu. Obecnie jeżdżą na czterech litych kołach, z dodatkową osłoną. Ich podwójna moc ogniowa sprawia, że mogą się stać groźną bronią zarówno w obronie, jak w czasie szturmów. Mogą też strzelać do dronów.
Na razie nikt sobie nie zadał trudu, żeby nadać temu rozwiązaniu jakąś nazwę. Nie są też ogłaszane żadne parametry techniczne tego robota. Ale jak strzela Kałasznikow wie każdy, więc nietrudno przewidzieć, do czego będzie zdolny taki zestaw, a do czego nie. Ciekawe jednak, jaką prędkość to rozwija i jak sobie radzi w trudnym terenie.
Największa zaleta to oczywiście możliwość prowadzenia walki bez narażania życia żołnierzy. Druga – to prosta i uniwersalna konstrukcja, którą obsłuży nawet laik. Kluczowe jest jest jednak co innego – to jest maksymalnie tanie i jeśli się sprawdzi, to takie “kałachy na kółkach” można szybko produkować w dowolnej ilości.
Czasem najprostsze rozwiązania okazują się najskuteczniejsze, ale poczekajmy, jak to wypadnie w praktyce.



