
Fot: VSAT – litewska straż graniczna
Na styku granic Polski, Litwy i Białorusi pojawiła nietypowa “instalacja” – opuszczana krata, która przegradza nurt rzeki Marycha, żeby nielegalni imigranci nie mogli przedostawać się tamtędy z białoruskiego terytorium – informuje VSAT, czyli litewska służba graniczna.
Kratę zainstalowano w pobliżu stojącego tam słynnego słupa granicznego noszącego nazwę “Marzenie”. I faktycznie, teraz imigranci nie mają co marzyć, że przejdą nurtem rzeki, co wcześniej często próbowali robić.
Zainstalowanie kraty to “polski pomysł infrastrukturalny” zrealizowany na terenie litewskiego rejonu łoździejskiego, na odcinku strażnicy VSAT-u w Kopciowie, która wcześniej miała najwięcej problemów z tymi “rzecznymi wędrowcami”. Nowa zapora kratowa łączy się z jednej strony z barierą fizyczną na Litwie, a z drugiej – z barierą po stronie polskiej.
A co na to Marycha, czyli w wersji litewskiej Mara? Płynie dalej, malownicza i dzika jak zawsze. Ta “rzeka trzech narodów” zaczyna swój bieg w okolicach Puńska na Suwalszczyźnie, przepływa przez Sejny, dalej stanowi naturalną granicę między Polską i Litwą, a potem wpływa na Białoruś, gdzie uchodzi do Czarnej Hańczy, aby wraz z nią wpaść w końcu do Niemna.
Ten “trójstyk granic” w Puszczy Augustowskiej to jeden z najbardziej niedostępnych i zapomnianych odcinków zewnętrznej granicy Unii Europejskiej, czasem zwany nieco na wyrost “Polską Amazonią”.
Marychę bardzo lubią polscy kajakarze, którzy mogą jednak dopływać tylko wysokości polskiej wsi Stanowisko (gmina Giby), niecały kilometr przed wspomnianym “trójstykiem” i nowo postawioną zaporą kratową.
Gdyby ktoś jednak podjął szaloną próbę płynięcia starym korytem Czarnej Hańczy lub Marychy, to po kilkunastu minutach wpłynąłby prosto na Białoruś w rejonie śluzy Niemnowo. Taka wycieczka skończy się natychmiastowym zatrzymaniem przez białoruskich pograniczników, wysokim mandatem, może aresztem i kto wie czym jeszcze w obecnej sytuacji politycznej.



