
Fot: screen / TASS
W czeskiej Pradze robią furorę woreczki na psie kupy z wizerunkiem Władimira Putina.
Pomysłodawcą akcji jest czeski grafik i satyryk, Tomaš Břínek. “Nie było łatwo, ale znalazłem dla Putina rolę, w której będzie bardzo pożyteczny” – mówi. Samo nazwisko rosyjskiego dyktatora: put-in (włóż do) jest jednocześnie krótką anglojęzyczną “instrukcją obsługi” tych woreczków.
Po wykorzystaniu, można je ewentualnie wysłać z zawartością na adres na Kremlu. Według autora tej akcji, jest z tego podwójna korzyść: właściciele czworonogów chętniej z takich woreczków korzystają, a dochody z ich sprzedaży są przeznaczane na czeską pomoc dla Ukrainy.
Czy w tej sytuacji można się dziwić, że całe otoczenie Putina dosłownie staje na uszach, żeby tylko nie zaczął on samodzielnie “łazić po Internecie” i żeby czerpał wiedzę wyłącznie z pisemnych i “oralnych” meldunków swoich podwładnych?
