
W starym magazynie celnym we francuskim regionie Franche-Comté przy granicy ze Szwajcarią dokonano zdumiewającego odkrycia. Pod stertą różnych skonfiskowanych przez dziesięciolecia gratów celnicy natknęli się na kompletnie zapomnianą rycinę Marca Chagalla “Akrobata ze skrzypcami” z 1924 roku – donosi Bild.
Okazało się, że ich poprzednicy skonfiskowali ją w 2006 roku, wlepili grzywnę przewoźnikowi, rycinę wrzucili do magazynu i natychmiast o niej zapomnieli. Najwyraźniej nie zaliczali się do koneserów sztuki. Przez 20 lat unikalne dzieło leżało sobie i obrastało kurzem.
Aż w końcu kierownictwo służby celnej we Franche-Comté objęła Estelle Rocklin, która podejrzewała – jak się okazało całkiem słusznie, że jej poprzednicy mogli pozostawić po sobie w magazynie “niezłe kwiatki”. Zrobiła remanent i ze zdumieniem wygrzebała Chagalla.
Rycinę – po konserwacji – wystawiono w Musée des Beaux-Arts w Besançon, ale nie na długo bo papier jest bardzo wrażliwy na światło. Potem pewnie pójdzie na aukcję na cele charytatywne.
Eksperci nie przewidują wprawdzie zawrotnej ceny. Z pewnością nie 28,5 mln dolarów bo za tyle sprzedano w 2017 roku na aukcji Sotheby’s obraz Chagalla “Kochankowie”. Ale ile by to nie było, to jednak dzieło sztuki klasy światowej.
A może reżim Łukaszenki się szarpnie i kupi, bo w końcu przecież Chagall urodził się w Łoźnie na Witebszczyźnie i Białorusini – poniekąd słusznie – aspirują do schedy kulturalnej po tym żydowskim artyście, synu sprzedawcy śledzi i analfabetki.
W Witebsku jest przecież jako atrakcja turystyczna Dom-Muzeum Chagalla z początku XX wieku, gdzie spędził on dzieciństwo i młodość, a także Centrum Sztuki Marca Chagalla z jego litografiami, drzeworytami i akwafortami. Kolejny eksponat byłby jak znalazł, tylko czy mają na to pieniądze?





Dodaj swój komentarz