
Fot: PrtSc; youtube.com/@SuspilneChernihiv
O człowieku, który na początku rosyjskiej inwazji cudem ocalał, wyszedł z grobu po egzekucji, pisaliśmy w 2022 roku. Cztery lata później został uznany go za w pełni zdrowego i zdolnego do służby. Jak to możliwe?
Rosyjscy żołnierze torturowali go, połamali mu żebra i strzelili w głowę. Przeżył, udając martwego w płytkim grobie. Cztery lata później został zatrzymany przez ukraińskie służby mobilizacyjne. W komisji lekarskiej uznano, że jest „w pełni zdolny” do służby.
Historia Mykoły Kuliszenki brzmi jak ponury wojenny absurd.
W marcu 2022 roku 24-letni wówczas mieszkaniec wsi Dowżyk w obwodzie czernihowskim wpadł w ręce rosyjskich okupantów. Razem z dwoma braćmi został zabrany z domu po tym, jak Rosjanie rozpoczęli obławę na mieszkańców podejrzewanych o działalność dywersyjną.
Braci przez trzy dni przetrzymywano w piwnicy. Byli przesłuchiwani kilka razy dziennie i brutalnie bici.
Rosjanie chcieli wiedzieć, kto wysadził kolumnę ich wojskowych.
Szczególnie brutalnie traktowali starszego z braci, który wcześniej służył w Donbasie.
Potem przyszedł moment egzekucji.
Braci wywieziono do lasu. Rosjanie kazali im wykopać dół, paść na kolana i otworzyli ogień.
Dwaj bracia Mykoły zginęli.
On przeżył, bo kula przeszła przez policzek. Mężczyzna upadł i udawał martwego. Rosjanie zasypali dół i odjechali. Kiedy ucichły odgłosy samochodu, zaczął rozgarniać ziemię.
Wyszedł z własnego grobu.
Był ciężko pobity, miał połamane żebra, liczne obrażenia i ranę postrzałową. Przeszedł później długie leczenie.
Jego tragedia została również udokumentowana. Mykoła został uznany za pokrzywdzonego w postępowaniu karnym dotyczącym zbrodni popełnionych przez Rosjan.
Mimo to cztery lata później doszło do kolejnego szokującego zwrotu.
26 czerwca 2026 roku Mykołę zatrzymano na ulicy w rodzinnej miejscowości. Nie miał przy sobie dokumentów ani rzeczy potrzebnych do służby. Został zabrany w szortach, koszulce i tenisówkach.
Jego siostra natychmiast próbowała dostarczyć dokumenty. Wśród nich znajdowała się dokumentacja medyczna potwierdzająca stan zdrowia, leczenie po postrzale oraz dokumenty dotyczące jego statusu pokrzywdzonego.
Według relacji rodziny w terytorialnym centrum rekrutacji miała paść odpowiedź:
„Swoje papierki możesz schować, one ci nie pomogą. Jesteś już żołnierzem”.
Kiedy Mykoła próbował domagać się ponownego badania lekarskiego, miał usłyszeć, że zostanie ono przeprowadzone dopiero w centrum szkoleniowym.
W tej sprawie szczególnie uderza podejście do dokumentacji medycznej. Już w 2007 roku Mykoła otrzymał status osoby z ograniczoną zdolnością do służby wojskowej.
Przez lata jego stan zdrowia nie kwalifikował go do pełnej służby.
Tymczasem po torturach, postrzeleniu w głowę, złamanych żebrach i ciężkiej traumie psychicznej komisja wojskowo-lekarska uznała go za „w pełni zdolnego”.
Rodzina twierdzi również, że mężczyzna od dzieciństwa cierpi na epilepsję i silne jąkanie. Z powodu jąkania miał mieć szczególne trudności z obroną własnych praw.
Sprawa trafiła przed Tymczasową Komisję Śledczą Rady Najwyższej Ukrainy. Jej przewodniczący Ołeksij Honczarenko nie krył oburzenia. Zwrócił uwagę na absurd sytuacji: człowiek przez lata miał status ograniczenie zdolnego, a po przeżyciu rosyjskiego rozstrzelania został uznany za całkowicie zdolnego do służby?
„Oczywiście, zdrowie mu się poprawiło” – ironizował deputowany.
Komisja uznała również, że należy dokładnie zbadać działania osób odpowiedzialnych za jego mobilizację.
Na tym problemy Mykoły się nie kończą. Rodzina próbowała uzyskać dla niego oficjalny status osoby pozbawionej wolności w wyniku rosyjskiej agresji. Taki status dawałby mu podstawę do odroczenia służby. Wniosek został jednak odrzucony. Powód? „Niewystarczająca liczba dowodów pobytu w niewoli”.
To właśnie ten argument szczególnie bulwersuje rodzinę. Mykoła został bowiem porwany, torturowany i rozstrzelany przez rosyjskich żołnierzy, na jego oczach okupanci zabili mu dwóch braci, a następnie przeżył egzekucję.
Teraz zatrzymali go Ukraińcy. Mężczyzna był kilkakrotnie przenoszony między jednostkami. Ostatecznie trafił do centrum szkoleniowego Państwowej Służby Granicznej Ukrainy w obwodzie lwowskim.
Ma tam przebywać do września. Jego siostra tłumaczy w rozmowie z portalem ua.news, dlaczego Mykoła sam nie walczył o swoje prawa.
„On się boi. Wydaje mu się, że po raz drugi trafił do niewoli” – relacjonowała.
Komisja uznała, że właśnie dlatego nie można oczekiwać od niego skutecznej walki o własne prawa.
Deputowani zapowiedzieli skierowanie oficjalnego wniosku do kierownictwa straży granicznej, Państwowego Biura Śledczego, policji oraz Prokuratora Generalnego.
Sprawa ma również objąć działania osób odpowiedzialnych za mobilizację Mykoły i decyzję komisji lekarskiej.



