
Wilno. Fot: Unsplash.com/Dan-Marian-Stefan Doroghi
Waszyngton chce wielkiego porozumienia z Mińskiem, ale na drodze do jego realizacji może stanąć państwo UE, przez które prowadzi kluczowy szlak dla białoruskich nawozów. Litwa nie zamierza ustępować i jasno daje do zrozumienia, że nie będzie zmieniać swojej polityki wobec Białorusi. To może poważnie skomplikować amerykańskie plany.
Litewski minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys oświadczył 22 września, że żaden kraj Unii Europejskiej nie może obecnie przystąpić do umowy dotyczącej importu białoruskich nawozów, negocjowanej przez Stany Zjednoczone reżimem w Mińsku. Nie pozwalają na to obowiązujące ograniczenia, które zabraniają tranzytu nawozów wyprodukowanych na Białorusi przez terytorium Unii Europejskiej.
Według niego, Litwa także nie zamierza łamać zakazu tranzytu przez terytorium Unii Europejskiej. Tymczasem litewski port w Kłajpedzie jest najbliższym Białorusi wyjściem na wody Morza Bałtyckiego.
Od marca Waszyngton wzywa Wilno do rozważenia możliwości wznowienia tranzytu białoruskich nawozów przez Litwę, ale jak podkreśla Budrys, Wilno nie widzi podstaw do zmiany polityki sankcyjnej UE wobec Białorusi.
Dlatego Wilno może najzwyczajniej pokrzyżować plany prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące zawarcia z Mińskiem dużej umowy na zakup nawozów, a tym samym zwolnienia więźniów politycznych moga stanąć pod znakiem zapytania.
Jak informowaliśmy, amerykański przywódca ogłosił wczoraj, że Stany Zjednoczone pracują z Mińskiem nad umową dotyczącą zakupu białoruskiego potasu. „Cena będzie znacznie niższa od tej, którą obecnie płacimy Kanadzie – to świetna wiadomość dla naszych rolników i hodowców” – napisał Trump na Truth Social.
„Traktujemy to jako kwestię stosunków dwustronnych, która nas bezpośrednio nie dotyczy” – powiedział Budrys po oświadczeniu Trumpa o wznowieniu dostaw z Białorusi.



