
Ilustracja: AI
W pobliżu Hradca Kralove w północnych Czechach w czasie budowy drogi odkryto pozostałości tajemniczej ogromnej osady, porzuconej nagle przez mieszkańców 2200 lat temu. Archeolodzy łapią się za głowę, bo czegoś takiego w Europie Środkowej jeszcze nie widzieli. Zagadka goni tu zagadkę i nic do siebie nie pasuje.
Na razie udało się ustalić, że to osada celtycka o powierzchni 25 hektarów, czyli ponad 10 razy większa, niż jakiekolwiek inna z epoki żelaza w Środkowej Europie! Dotychczas już 2 hektary uważano za sporą “metropolię”, a z reguły to 0,5-1 hektar.
Drugie, co od razu rzuciło się archeologom w oczy to brak jakichkolwiek murów lub umocnień obronnych, żadnych śladów walk, rabunku, czy pożaru i zero jakiejkolwiek porzuconej broni.
A przecież przez dwa lata trwania wykopalisk zgromadzono aż 13 tys. woreczków z artefaktami. Gdyby była tam jakakolwiek broń, to nie ma siły, żeby coś się nie zachowało, choć Celtowie żelazo szanowali i z reguły nie porzucali. Ale jakieś groty strzał lub włóczni, żelazne okucia tarcz, ostrza toporów, choćby noże bojowe, albo połamane miecze. Cokolwiek. A tu nic.
Kolejna zagadka to… brak w pobliżu jakichkolwiek miejsc pochówku – zbiorowych lub pojedynczych. Celtowie grzebali swoich zmarłych. Wkładali im dary grobowe, kobiety chowali z biżuterią, wojowników często w pełnym rynsztunku. No tak, tylko że tu najwyraźniej żadnych wojowników nigdy nie było…
W ostatnich stuleciach przed naszą erą Celtowie zaczęli też kremować zmarłych na stosach i zbierać ich popioły do urn. Ale urn nie ma także. Zakładając, że nie byli nieśmiertelni, można znaleźć trzy wytłumaczenia:
Albo groby gdzieś są, tylko ich nie znaleziono mimo usilnego przeczesywania całej okolicy. Albo są bardzo daleko – Celtowie ściśle oddzielali “strefę życia” od “strefy śmierci”. Albo prochy zmarłych rozrzucano na polach, w lasach lub wrzucano do rzek – czasem tak robiono. Wtedy faktycznie szukaj wiatru, a raczej prochu, w polu.
Naukowcy wysunęli jeszcze inną hipotezę tłumaczącą brak grobów. Brzmi ona jednak tak niejasno, a wręcz groźnie, że osobę z bogatą wyobraźnią może przyprawić o dreszcze: “W organizacji tej społeczności mogło być coś bardzo nietypowego”. To znaczy właściwie co? Nie będziemy fantazjować, jeśli ktoś chce niech sam sobie dośpiewa.
A teraz to, co lubimy najbardziej – skarby. O tak, tych tu nie brakuje. Złote i srebrne celtyckie monety, ponad tysiąc sztuk biżuterii – brosze, szklane i bursztynowe korale, bransolety, zapinki, zdobione naczynia z metalu, bardzo wymyślna jak na te czasy ceramika, sporo nieobrobionego jeszcze bursztynu i fragmenty luster, bo w końcu jak się ma tyle ozdób to warto się w czymś przejrzeć.
Ponadto trochę importowanego “badziewia” z Rzymu i amfor po winie z południa, ale przede wszystkim cała gama wyrobów miejscowego rzemiosła. Widać, że kwitło tu hutnictwo, odlewnictwo z brązu, złotnictwo, zaawansowane szklarstwo, garncarstwo, kołodziejstwo i tkactwo. A nawet mennica bijąca własną monetę.
Nie była to więc jakaś mała osada rolnicza. To był potężny, tętniący życiem handlowy i przemysłowy węzeł na Szlaku Bursztynowym znad Bałtyku i Morza Północnego nad Morze Śródziemne.
I oto w I wieku p.n.e. ci wszyscy zamożni ludzie nagle pakują manatki, porzucają swoje domy i szybko odchodzą. Co się stało? Przecież nikt ich nie napadł, nie ma po tym śladów. Nic też nie wiadomo o żadnym kataklizmie w okolicy.
Dokąd poszli? I dlaczego – to zdumiewa najbardziej – zostawili sporą część swojego bogactwa, ozdoby, pieniądze? Pogubili? Ukryli bo planowali wrócić? Ale nie wrócili. Jakie były ich dalsze losy? Odpowiedź ginie w pomroce dziejów.
Nam pozostaje podziwiać to, co po sobie zostawili. Jednak to nie zgromadzone w tej wielkiej osadzie złoto, monety, biżuteria i bursztyn były jej największym skarbem. Jej największy skarb to panujący przez setki lat pokój, spokojne życie kolejnych pokoleń, które ani same na nikogo nie napadały, ani nie musiały sięgać po broń we własnej obronie.
Niewiele znajdziecie takich miejsc w Europie, a może wcale. A już na pewno nie w naszym regionie, gdzie wojna była, jest i chyba jeszcze długo będzie sposobem “cywilizowanych ludzi” na powiększanie swojego bogactwa i zaspokajanie żądzy władzy.
Co sprawiało, że ci Celtowie czuli się tak bezpieczni w czasach, które wcale bezpieczne nie były? Co ich przez stulecia chroniło? To tajemnica, której archeolodzy na razie nie rozwikłali. Może kiedy poznamy odpowiedź na tę zagadkę sami staniemy się trochę mądrzejsi?



