
Pociąg. Zdjęcie ilustracyjne. Fot; Austris Augusts/unsplash.com
Warszawa chciała pomóc Kijowowi, przekazując 60 wagonów metra. Przy ich sprowadzeniu na Ukrainę miało jednak dojść do potężnych nieprawidłowości. Według ukraińskich śledczych, kijowscy urzędnicy postanowili dorobić do pensji na transporcie 137,5 mln hrywien, czyli około 11,6 mln zł.
W styczniu 2023 roku prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski i mer Kijowa Witalij Kliczko podpisali list intencyjny dotyczący przekazania stolicy Ukrainy 60 wagonów metra. Warszawa miała przekazać wycofywany z eksploatacji tabor, a strona ukraińska pokryć koszty jego transportu.
I właśnie na tym etapie miało dojść do nadużyć. Według ukraińskich mediów, które powołują się na NABU, to przedsiębiorstwo Kyjiwski Metropoliten organizowało przetargi dotyczące sprowadzenia wagonów z Polski. Zwycięska firma miała zaoferować usługę za około 190 mln hrywien, czyli około 16 mln zł. Okazało się, że to kwota zdecydowanie wyższa od rzeczywistego kosztu transportu, ale ktoś na wyłudzenia przymknął oko.
Po przekazaniu pieniędzy zwycięskiej spółce, znaczna ich część miała zostać przetransferowana za granicę. Następnie znaleziono firmę, która przetransportowała wagony z Warszawy do Kijowa, za zaledwie 51,8 mln hrywien, czyli około 4,3 mln zł. Według śledczych różnica w wysokości 137,5 mln hrywien, miała zostać przejęta przez osoby zaangażowane w proceder.
W sprawie zarzuty usłyszeli były urzędnik kijowskiego metra, trzej pracownicy firmy, która wygrała przetarg, dwaj współorganizatorzy przedsięwzięcia oraz dyrektor zagranicznej spółki. Śledczy podejrzewają, że przetargi były elementem mechanizmu pozwalającego na wyprowadzenie pieniędzy.
Sprawa jest szczególnie wymowna, ponieważ dotyczy transportu darowanych przez Warszawę wagonów, które miały pomóc Kijowowi w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej w czasie wojny.
W styczniu 2023 roku Kliczko podkreślał, że Warszawa stała się ważnym centrum logistycznym dla pomocy kierowanej do Kijowa.



