
Grafika: Charter97 / Facebook
Na Białorusi brakuje systemu rządów z czasów sowieckich – oświadczył Aleksander Łukaszenka w czasie wizyty roboczej w rejonie wilejskim. Jego słowa cytuje reżimowa agencja BELTA.
“Nie mogę powiedzieć, że Partia Komunistyczna odegrała decydującą rolę w moim życiu. Ale chcę podkreślić, mimo że to może zabrzmi niepopularnie dla naszej młodzieży, że właśnie tamtego systemu rządzenia nam dziś brakuje” – oświadczył dyktator.
“To jest zarówno nasza nostalgia, jak i zadanie, które stawiam. Jestem twardo przekonany, że brakuje nam tej właśnie formy rządów. Czuję to lepiej, niż ktokolwiek i zawsze to czułem. I każdy kto popiera państwo, to czuje” – zapewnił Łukaszenka.
“Brakuje nam poważnej partyjnej pracy kadrowej. Jakbym nie próbował zbudować mojego systemu zarządzania – wertykali, to wprawdzie jest ona zbawieniem dla kraju, ale brakuje jej odpowiedniej struktury” – ocenił białoruski despota, zwracając się do uczestników narady.
“Dlatego zastanówcie się nad tym. Wiem, że wam się nie chce. Po co nam te partyjne organy zajmujące się kadrami? – myślicie sobie. I komitety partyjne, do których trzeba chodzić. Wolicie zarządzać jednoosobowo. Ale z punktu widzenia potrzeb państwa trzeba będzie ten system (komunistyczny) zbudować” – polecił Łukaszenka.
Każdy, kto zna realia białoruskie wie, że takie wytyczne dyktatora nie są rzucane na wiatr. To nie jest żadne zaproszenie do dyskusji, tylko twarde polecenie – macie to zrobić. I za każdym razem władze rzucają się, by gorliwie wypełniać polecenie dyktatora, choćby najbardziej idiotyczne.
Dlatego na pytanie: czy na Białorusi będzie komunizm, odpowiadamy z pełnym przekonaniem: tak, będzie, skoro Łukaszenka tak nakazał. Zresztą częściowo już jest. Będzie to komunizm w formie groteskowej, śmiesznej, kompletnie niewydolnej, fasadowej, ale będzie.
A Łukaszenka spełni w końcu swoje największe marzenie, o którym kiedyś powiedział: że chce osobiście uścisnąć na pożegnanie dłoń ostatniego prywatnego biznesmena na Białorusi.
Współczujemy naszym wschodnim sąsiadom. Ale kiedy w 2020 roku nie udało im się tego grabarza własnego kraju obalić, stało się jasne, że to właśnie w tę stronę pójdzie.
Zobacz także – Łukaszenka: “Tośmy dożyli. Ani cebuli, ani kartofli, ani buraków”


