
Collage: media społecznościowe
Mieszkańcy Krasnojarska na Syberii przecierali oczy ze zdumienia. W przededniu wizyty Władimira Putina w tym mieście 3 sierpnia pojawiła się benzyna na stacjach i to po dawno niespotykanych niskich cenach – donosi Le Monde.
Jeszcze dzień wcześniej trzeba było stać po nią w wielogodzinnych kolejkach i to bez żadnej gwarancji, że nie zabraknie. Do kanistrów w ogóle nie sprzedawano, a między zdenerwowanymi kierowcami dochodziło do rękoczynów, gdy któryś z nich próbował wepchać się bez kolejki.
A tu proszę – mało że jest benzyna, to tańsza prawie o połowę. Istny cud! I to z dnia na dzień. “Od dwóch dni nie musieliśmy stać w kolejce po benzynę. A za litr płacimy 67 rubli zamiast 140. To dzięki Władimirowi Władimirowiczowi” – cieszy się jeden z kierowców w rozmowie z rosyjską gazetą “Echo”.
W imię tego można nawet znieść nawet wszelkie niedogodności, nieuchronnie związane z wizytą “ukochanego przywódcy” – zamknięte drogi i ulice, zaostrzone środki bezpieczeństwa, utrudnienia w komunikacji. Najważniejsze, że “przywiózł ze sobą benzynę”. “W tej sytuacji niech przyjeżdża codziennie” – apelują ludzie w mediach społecznościowych.
Niestety, tam gdzie Putina aktualnie nie ma, sytuacja nie jest już tak wspaniała. Jest wręcz tragiczna. Uderzenia ukraińskich dronów w kolejne, a czasem ponownie w te same rosyjskie rafinerie powodują, że niedobór i ceny paliw na rynku biją kolejne rekordy. Brakuje też oleju napędowego do traktorów i kombajnów w czasie żniw, ograniczane są połączenia komunikacyjne.
Chyba nie ma innego wyjścia – trzeba non-stop wozić Putina-cudotwórcę z miasta do miasta – piszą ironicznie niezależne kanały emigracyjne.
A tymczasem ukraińskie drony robią swoje – zobacz: 6 trafień! Dobili wielką rafinerię definitywnie?

