
Fot: Screen/T.Me
Miały być młodzieńcza beztroska, radość i poczucie, że szkoła jest miejscem nauki, zabawy i przede wszystkim spotkań z rówieśnikami. Tymczasem w białoruskich szkołach dzieci mają się oswajać z widokiem milicji i procedur kontroli. Władze tłumaczą to bezpieczeństwem. Nagranie z Witebska pokazuje, jak wygląda to w praktyce.
Na filmie opublikowanym przez „Vitbichi” widać wejście do Gimnazjum nr 1 w Witebsku. Kontrola uczniów jest losowa. Spośród trzech chłopców przechodzących przez bramkę obrotową przy wejściu, tylko jeden zwraca uwagę ochroniarza.
Uczeń staje przed grupą dorosłych. Jest nauczyciel i trzech umundurowanych milicjantów. Jeden z funkcjonariuszy prosi o otwarcie plecaka. Zaglądają do środka. Jeden przytrzymuje plecak, drugi oświetla jego zawartość latarką. Padają polecenia, by uczeń przesuwał i podnosił podręczniki. Wszystko odbywa się pod hasłem bezpieczeństwa.
Pułkownik policji Siergiej Muraszkin, naczelnik witebskiego obwodowego oddziału Departamentu Bezpieczeństwa, przekonuje, że nowe kontrole nie mają być karą ani formą szykanowania uczniów.
Jak wyjaśnia, procedurę wprowadzono w związku z decyzją Rady Ministrów dotyczącą wzmocnienia bezpieczeństwa w placówkach oświatowych. Kontrole mają być selektywne i odbywać się w obecności pracowników szkoły.

Fot: Screen/T.Me
„To dla bezpieczeństwa dzieci i nauczycieli” – przekonuje Muraszkin. I właśnie ta argumentacja może budzić kontrowersje.
Muraszkin podkreśla, że kontrole są selektywne i odbywają się w obecności kadry pedagogicznej. Funkcjonariusze mają być również szkoleni w zakresie postępowania z uczniami i unikania sytuacji konfliktowych. Oficjalnie chodzi więc o ochronę dzieci. Ale jest jeszcze druga strona medalu.
Młody człowiek, który zamiast koncentrować się wyłącznie na lekcjach, przerwie i kolegach, zaczyna przyzwyczajać się do życia w pewnego rodzaju napięciu, że przy wejściu do szkoły może zostać zatrzymany przez funkcjonariusza.
To oczywiście nie musi odbywać się w atmosferze strachu, ale wystarczy, że presja staje się normalnością. Mundur, kontrola, bramka, naruszanie intymności; wszystko to może stopniowo przestać dziwić. Dziecko zaczyna traktować obecność struktur siłowych jako naturalny element codziennego życia.
Tak wygląda oswajanie z państwem policyjnym. Białoruskie władze twierdzą, że chodzi o bezpieczeństwo. Trudno jednak nie zadać pytania, jaką cenę płaci za to dziecięca beztroska i poczucie, że szkoła jest przede wszystkim miejscem nauki, zabawy i spotkań z rówieśnikami.
Jeśli kontrola staje się rutyną, z czasem przestaje być wydarzeniem. I być może właśnie o to chodzi najbardziej: nie o jednorazowe przeszukanie, lecz o przyzwyczajenie całego pokolenia, że mundur i kontrola są czymś zupełnie zwyczajnym.
Władze Białorusi zapewniają, że kontrole mają charakter wyłącznie prewencyjny. Jeśli podczas sprawdzania zostanie znaleziony zakazany przedmiot, rodzice mają zostać poinformowani, a sprawa będzie dalej wyjaśniana.

