
Collage / fot: Kremlin.ru / media społecznościowe
Kreml doznał szoku, gdy premier Armenii, Nikol Paszynian na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Biszkeku wygłosił przemówienie we własnym języku – po ormiańsku, a nie po rosyjsku.
Ten zdawałoby się oczywisty fakt, że przywódca posługuje się językiem swojego kraju bardzo nie spodobał się rzecznikowi Putina, Dmitrijowi Pieskowowi. Jego zdaniem, wskazuje to, że Paszynian chciał podkreślić suwerenność Armenii. To najwyraźniej – w oczach Kremla – również jest czymś nagannym.
“Tak, to był sygnał z jego strony o suwerenności Armenii. Tylko dlaczego nie mógł tego powiedzieć po rosyjsku, tego – szczerze mówiąc – nie pojmuję” – oburza się rzecznik Kremla. Odpowiedź jest prosta: z tego samego powodu, z jakiego Putin nie mówi o suwerenności Rosji po ormiańsku. Czego tu nie pojmować?
Jak widać w głowach Rosjan, a przynajmniej rządzącego nią imperialistycznego reżimu, nadal uparcie tkwi wizja, że cały świat powinien mówić po rosyjsku. A jeśli ktoś tego nie robi to jest “nazistą, ekstremistą, szowinistą”, czy czym tam jeszcze.
Zresztą to nie pierwsza taka przykra niespodzianka, jaka spotkała Kreml w ostatnim czasie. Wcześniej taki sam “numer” wyciął na spotkaniu z Putinem w Astanie inny “sojusznik” – prezydent Kazachstanu, Kasym-Żomart Tokajew. Gdy zaczął mówić po kazachsku, obecni na sali rosyjscy oficjele, Ławrow i Pieskow, wpadli w panikę i nerwowo wtykali do uszu słuchawki z tłumaczeniem.
Swoją drogą Pieskow mógłby wreszcie przyjąć do wiadomości fakt, że różne kraje i narody mają własne języki i nie jest to język rosyjski. Tym razem chyba sam zauważył, że trochę się w krytyce ormiańskiego premiera zagalopował bo za chwilę zaczął zapewniać, że “strona rosyjska szanuje ten fakt, skoro dla Paszyniana to takie ważne”.
A przecież od tego w jakim języku premier Armenii to powiedział, o wiele ważniejsze było to, co konkretnie powiedział. A było to ni mniej, ni więcej, tylko wypowiedzenie sojuszu z Rosją.
Zdaniem Paszyniana, nie ma już podstaw, by Armenia nadal uważała Rosję za partnera strategicznego. Nie po tym, jak w latach 2020 i 2023 Moskwa – zamiast bronić Armenii w ramach sojuszu OUBZ, nie kiwnęła nawet palcem i wystawiła ją całkowicie “na odstrzał” Azerbejdżanu, który odebrał Ormianom Górski Karabach.
Od tej pory zaczął się zdecydowany dryf wojskowo – polityczny Armenii w stronę Zachodu i opuszczanie przez nią struktur rosyjskiego OUBZ. Przy okazji Paszynian załagodził też – pod egidą USA – relacje z Azerbejdżanem i Turcją.
W wyniku czego Rosja straciła możliwość rozgrywania tego konfliktu dla umacniania swoich wpływów na Kaukazie, co czyniła od dekad. Teraz z kolei władze w Erywaniu zaczęły stanowczo domagać się od Rosji zabrania jej bazy wojskowej z Armenii.
Na obecnym szczycie SzOW w Biszkeku po stronie rosyjskiej najwyraźniej zadziałał jednak tradycyjny odruch, żeby nie słyszeć przykrych rzeczy, których nie chce się słyszeć. Zresztą taki Pieskow zawsze może powiedzieć, że nie zrozumiał bo Paszynian mówił po ormiańsku.


