
AI
Od początku 2026 roku z Białorusi wydalono co najmniej 20 polskich księży. Wśród nich są duchowni, którzy przez 20–30 lat budowali tamtejsze wspólnoty katolickie, zakładali parafie, odbudowywali kościoły, niektóre od podstaw, chrzcili, udzielali ślubów, odprowadzali w ostatnią drogę, wydawali książki i czasopisma religijne, a nawet uczyli wiernych języka białoruskiego i prowadzili w nim duszpasterstwo.
Radio Svaboda zebrało przypadki wydalenia polskich księży i rozmawiało z białoruskim duchownym, który wyjaśnia, dlaczego zjawisko to w ostatnim czasie przybrało masową skalę. Jego zdaniem konsekwencje ponoszą przede wszystkim białoruscy katolicy.
Jak powiedział, wielu z wydalonych księży związało z Białorusią znaczną część swojego życia. Niektórzy spędzili tam kilkadziesiąt lat. Budowali parafie niemal od podstaw, gromadzili wiernych, organizowali życie religijne i rozwijali białoruskojęzyczne duszpasterstwo. Dla części z nich Białoruś była jedynym miejscem kapłańskiej posługi.
Teraz kolejni duchowni muszą wyjeżdżać. Kościół katolicki na Białorusi nie komentuje publicznie decyzji władz (z obawy o dalsze represje), a sami wydaleni księża również zazwyczaj nie ujawniają szczegółów (żeby nie zaszkodzić pozostającym). Niektórzy opuszczają swoje parafie bez prawa do oficjalnego pożegnania z wiernymi, którym służyli przez dziesięciolecia.
Mechanizm kontroli państwa nad duchowieństwem z Polski jest stosunkowo prosty. Ksiądz, który chce pełnić posługę na Białorusi, musi uzyskać zgodę władz na wykonywanie działalności duszpasterskiej. Zezwolenie wydawane jest na 3 miesiące. Następnie może zostać przedłużone — albo nie.
Gdy władze odmawiają przedłużenia dokumentów, ksiądz formalnie nie musi natychmiast opuszczać kraju. Nie może jednak dalej wykonywać swojej posługi. W praktyce oznacza to konieczność powrotu do Polski.
Dla białoruskich katolików oznacza to utratę nie tylko kolejnych duszpasterzy, ale także ludzi, którzy przez lata tworzyli lokalne wspólnoty i rozwijali Kościół.
Skala zjawiska jest tym bardziej znacząca, że chodzi o duchownych, którzy przez dziesięciolecia byli częścią życia białoruskich katolików. Ich odejście pozostawia parafie bez znanych i doświadczonych duszpasterzy, a państwowa polityka wobec zagranicznych księży coraz mocniej wpływa na funkcjonowanie Kościoła katolickiego na Białorusi.
Fale wydaleń polskich księży były na Białorusi również wcześniej. Podobne działania władz zaczęły być wyraźnie widoczne już w latach 2005–2006, a pojedyncze przypadki odnotowywano nawet w 1990 roku. Niemal każdego roku zdarzało się, że białoruscy urzędnicy odmawiali przedłużenia zezwolenia któremuś z polskich duchownych. Wierni próbowali to powstrzymywać, pisali prośby, protestowali, ale nikt się z nimi nie liczył.
Tegoroczna fala jest jednak bezprecedensowa. Tak masowej i konsekwentnej odmowy przedłużania zezwoleń polskim księżom na Białorusi jeszcze nie było — nawet w okresie represji, który nastąpił po 2020 roku.
Białoruski ksiądz Andriej, cytowany przez Radio Svaboda, uważa, że nie chodzi o walkę z katolicyzmem, lecz o polityczne i personalne podporządkowanie Kościoła państwu.
Jego zdaniem po 2020 roku władze zaczęły traktować niezależne struktury jako zagrożenie. Kościół ma własną hierarchię, związki z Rzymem, autorytet społeczny i kontakty z Polską. To wystarczy, by polski duchowny został uznany za osobę „związaną z obcym państwem”, nawet jeśli przez 30 lat pracował na białoruskiej wsi i nigdy nie angażował się w politykę.
Sam Aleksander Łukaszenka mówił w lutym 2025 roku, że Białoruś nie potrzebuje księży przysyłanych z Polski. Chce natomiast „swoich” duchownych, których „korzenie powinny być tutaj”.
Według ks. Andrieja obecna polityka to „białorutenizacja” Kościoła w rozumieniu państwa. Zagraniczni, przede wszystkim polscy, księża mają być stopniowo wypierani, a białoruscy duchowni muszą liczyć się z tym, że ich możliwość pełnienia posługi będzie zależała również od lojalności wobec władz.
Zapytany, dlaczego polscy księża w ogóle trafili na Białoruś, ojciec Andriej wyjaśnia, że w czasach sowieckich białoruscy księża, podobnie jak księża innych wyznań, byli represjonowani i mordowani. Ponadto zamknięto seminaria, które mogłyby kształcić nowych duchownych. Seminarium w Grodnie otwarto dopiero w 1990 roku.
Dlatego na początku niepodległości Białorusi było zaledwie kilku białoruskich księży: o. Kazimierz Welikosielec w Iszkałdzi, który studiował w Rydze, ks. Edmund Dołłgiłowicz – Nowicki w Mołodecznie, o. Albert Masalski w Kalwarii w Mińsku. Przyjechali im z pomocą koledzy z Polski. Niektórzy zostali na dziesięciolecia. W latach 90. na Białorusi było więcej polskich księży niż białoruskich. Stopniowo seminaria miejskie, a później seminaria w Pińsku, wykształciły własnych białoruskich księży.
Ale polscy księża odegrali ogromną rolę w odbudowie Kościoła na Białorusi, zarówno w sferze religijnej, jak i kulturowej. Zauważa, że ci duchowni katoliccy nie tylko chrzcili dzieci, udzielali ślubów, budowali kościoły, pisali i tłumaczyli książki oraz tworzyli dokumentację katolicką, ale także „wprowadzili element humanistyczny do naszego społeczeństwa”.
„Kościół nie zawsze był jedynie instytucją religijną. Niosł w sobie poczucie piękna, estetyki, nauki, praw człowieka. Humanizmu religijnego. Często w kościołach odbywały się wystawy, koncerty muzyczne i koła nauki języków obcych, nie tylko polskiego” – komentuje ksiądz.
Zauważa, że wielu polskich księży uczyło się języka białoruskiego, nauczało w tym języku w seminariach duchownych, odprawiało w nim nabożeństwa i komunikowało się w tym języku.
„Oni nauczyli nas naszej drogi” – podsumowuje rozmówca.


