
Collage / Kresy24.pl
Władze Węgier zażądały opuszczenia kraju przez 10 rosyjskich dyplomatów. Ta największe takie wydalenie w historii Węgier.
Szefowa MSZ w Budapeszcie Anita Orban poinformowała, że decyzja zapadła na podstawie oceny węgierskich służb specjalnych. “Dziesięciu pracowników przedstawicielstwa Rosji prowadziło działalność niedopuszczalną w świetle Konwencji Wiedeńskiej”. Zagrażało to bezpieczeństwu i suwerenności naszego kraju – uzasadniła.
Jednocześnie Węgry nie zamierzają całkowicie zrywać stosunków dyplomatycznych z Moskwą i chcą “zachować niezbędny dialog na zasadzie wzajemnego poszanowania i przestrzegania reguł”.
Oczywiście Rosja czegoś takiego nie puści płazem, bo nigdy nie puszczała. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa zagroziła już w TASS, że “odpowiedź dla rusofobicznego lobby w Budapeszcie będzie surowa i bolesna”.
Pytanie tylko, czy Moskwa ograniczy się do wydalenia takiej samej liczby dyplomatów węgierskich, czy ze względów propagandowych i prestiżowych “pójdzie na przebitkę” i wyrzuci ich więcej. Wtedy Budapeszt ma do wyboru: albo wydalać kolejnych “dla wyrównania rachunku”, albo uznać, że sprawa jest już zakończona.
Tak więc czasy “bratniej przyjaźni” i publicznego obściskiwania się Viktor Orbana z Władimirem Putinem to już przeszłość. Sprawujący władzę od 9 maja nowy rząd premiera Petera Magyara chce maksymalnie poprawić relacje Węgier z Unią Europejską i odzyskać zaufanie NATO, które za poprzedniego prorosyjskiego rządu spadło właściwie do zera.
Dlatego w sierpniu Magyar oficjalnie uznał Rosję za zagrożenie dla Węgier, Europy i porządku międzynarodowego. Ponadto pierwszy raz jednoznacznie potępił rosyjską agresję na Ukrainę. Wezwał też na dywanik rosyjskiego ambasadora i wręczył mu protest po ataku rosyjskich dronów na ukraińskie Zakarpacie, gdzie mieszka węgierska mniejszość.
Ale ponieważ same deklaracje to trochę za mało, Magyar przeszedł teraz od słów do czynów i trzeba przyznać, że zrobił to z “dużym przytupem”. Kolejnym krokiem jest audyt węgierskich służb i ministerstw pod kątem szerzenia się w nich rosyjskich wpływów i agentów za czasów Orbana.
O tym, że są to obecnie najniżej oceniane przez ekspertów i najbardziej nieudolne służby w Europie piszemy w materiale Szpiedzy wszystkich krajów, łączcie się! Dywersanci z Ukrainy? Zapraszamy
O ile jednak działania polityczne są dość szybkie i dużo nie kosztują, to zrzucenie przez Węgry zależności energetycznej od Rosji jest o wiele bardziej skomplikowane. Tym bardziej, że skala tej zależności poraża: w przypadku importu ropy – ponad 90%, w przypadku gazu – 80%.
Jest też kwestia budowanej przez Rosatom na Węgrzech elektrowni atomowej Paks II. Inwestycja finansowana z rosyjskiego kredytu na 12 mld euro coraz bardziej się opóźnia, a władze w Budapeszcie zlecają kolejne audyty. Trudno zerwać taki kontrakt w jeden dzień, szczególnie że elektrownia Paks I zbudowana jeszcze przez ZSRR pokrywa połowę potrzeb energetycznych Węgier.
Mimo to rząd Magyara uruchamia już dywersyfikację dostaw i stawia sobie za cel całkowite odejście od rosyjskiej ropy i gazu do 2035 roku. Oczywiście będą temu towarzyszyć kolejne wstrząsy polityczne na linii Moskwa – Budapeszt, czego obecne wydalenie aż 10 na raz rosyjskich dyplomatów-szpiegów jest dowodnym sygnałem.


