
Donald Tusk. Fot:.flickr.com/photos/premierrp/
W nocy z 10 na 11 września na jednym z polskich przejść granicznych z Ukrainą doszło do sytuacji, która mogła mieć poważne konsekwencje. Polska, we współpracy z Ukrainą, zdołała zapobiec zagrożeniu – ujawnił Donald Tusk. Nie zdradził jednak, co dokładnie planowano.
Szef rządu szczegółów nie podał, ale ostrzegł, że Polska musi liczyć się z kolejnymi próbami destabilizacji. Przypomniał, że Rosja już wcześniej podejmowała prowokacyjne działania wymierzone w przejścia graniczne, m.in. w Mołdawii. Zdaniem Tuska podobny scenariusz może zostać wykorzystany również na innych przejściach granicznych;
„Tak jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy, należy spodziewać się różnych scenariuszy. Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance Unii Europejskiej” – podkreślił.
Tusk ujawnił również, że otrzymał od CIA „dość dokładny raport” dotyczący możliwego rozwoju wydarzeń w nadchodzących miesiącach. Według premiera dokument wskazuje na konieczność przygotowania się na różne scenariusze, nie tylko związane bezpośrednio z wojną rosyjsko-ukraińską, ale również z sytuacją na całej wschodniej flance Unii Europejskiej.
„Musimy być przygotowani na różne scenariusze” – powiedział, ale co dokładnie znalazło się w amerykańskim raporcie? Tego Tusk nie ujawnił. I właśnie tutaj pojawia się zasadnicze pytanie, którego premier nie rozwinął: co te ostrzeżenia oznaczają dla zwykłych obywateli?
Jeżeli rząd wie o możliwych zagrożeniach i dysponuje informacjami od amerykańskiego wywiadu, Polacy mają prawo wiedzieć przynajmniej, czy powinni podejmować jakieś konkretne działania. Czy należy spodziewać się komunikatów służb? Czy mieszkańcy terenów przygranicznych powinni zachować szczególną ostrożność? Jak reagować na podejrzane zdarzenia i gdzie je zgłaszać?
Tusk mówi o konieczności przygotowania się na różne scenariusze, ale nie wyjaśnia, jak to przygotowanie ma wyglądać.
Rosja nie odniosła się dotąd do słów polskiego premiera.


