
Collage / fot: media społecznościowe
Udane uderzenie ukraińskich dronów w odległe o 3300 km wielkie rosyjskie kombinaty kondensatu gazowego w Arktyce całkowicie zmienia sytuację strategiczną. Oznacza bowiem, że w zasięgu rażenia znalazł się też najważniejszy obiekt infrastruktury energetycznej Rosji – tak zwany Jamalski Krzyż. Jego zniszczenie będzie oznaczać niemal całkowity paraliż dostaw gazu.
Aby uświadomić sobie skalę i znaczenie tego, co się obecnie stało trzeba pamiętać, że obecne uderzenia w dwa zakłady kondensatu w Okręgu Jamało-Nienieckim – Nowourengojski i Purowski – zachwiało całym łańcuchem rosyjskiej produkcji gazowej – ocenia dowódca ukraińskiej 429 Brygady Bezzałogowców “Achilles”, Jury Fedorenko.
Te kombinaty są bowiem “wąskim gardłem” całego systemu, kluczowymi ogniwami łańcucha, bez których w ogóle nie da się przesyłać gazu z jamalskich złóż do przemysłu i gospodarki. Uszkodzone przez drony instalacje można wprawdzie naprawić, ale zajmie to sporo czasu. W 2021 roku Gazprom przez 3 lata wymieniał instalację w Nowym Urengoju, gdy stara spłonęła.
Straty z tytułu opóźnienia dostaw gazu i naruszenia łańcucha technologicznego mogą sięgać miliardów dolarów. Jednak to nie one są tu najważniejsze. Kluczowy jest fakt, że drony FP-1 udowodniły, iż są w stanie atakować Jamał z odległości 3300 km. Wcześniejsze informacje zbrojeniowej ukraińskiej firmy Fire Point o zwiększeniu ich zasięgu do 3400 km okazały się więc prawdą.
Oznacza to, że w zasięgu ukraińskich dronów znalazł się także leżący zaledwie 100-120 km od zaatakowanych zakładów tak zwany Jamalski Krzyż – najważniejszy energetyczny węzeł Rosji, gdzie krzyżuje się ze sobą aż 17 strategicznych gazociągów wysokiego ciśnienia. To serce całego rosyjskiego przemysłu gazowego. Jeśli Krzyż zostanie zniszczony, stanie cały sektor.
Jamał kryje w sobie jedne z największych na Ziemi, jeśli nie największe złoża gazu – to silnik całej rosyjskiej gospodarki. “Jeśli zapłonie Jamał zadrży całe rosyjskie imperium z dykty” – twierdzi wojskowy.
Warto dodać, że dotychczasowy rekord zasięgu dronów FP-1 wynosił 2500 km, gdy 6 lipca zaatakowały one rafinerię w Omsku. Zaledwie dwa miesiące zajęło firmie Fire Point zwiększenie go do 3400 km. A to pewnie nie jest jeszcze jej ostatnie słowo.
W praktyce oznacza to, że obecnie drony te są w stanie zaatakować zdecydowaną większość kluczowych obiektów rosyjskich – fabryk, rafinerii, zakładów zbrojeniowych, baz i lotnisk wojskowych oraz właśnie gazociągów i rurociągów. A to zasadniczo zmienia strategiczną sytuację w tej wojnie.


