
Przemierzone kilometry przez otwarty teren, lasy i zrujnowane wioski. Trzy dni marszu pod ostrzałem rosyjskich dronów i artylerii.
Dwoje cywilów, którzy jako ostatni pozostali w swojej wsi na froncie w obwodzie donieckim, zobaczyło w końcu szansę na ratunek. Wzięli kawałek tektury, napisali wielkimi literami „SOS” i wyszli na zewnątrz. Ich wołanie o pomoc dostrzegli ukraińscy żołnierze.
To była rozpaczliwa próba wydostania się z miejsca, które przestało być domem.
Małżeństwo przez długi czas nie chciało opuszczać swojej wsi. Mieli gospodarstwo, krowy, ogród i zapasy żywności. Liczyli, że wojna ich ominie. Prąd przestał działać już w 2023 roku, ale radzili sobie dzięki generatorom i panelom słonecznym.
Wokół nich życie jednak stopniowo zamierało.
Wielu mieszkańców zginęło. Ocaleni sami grzebali swoich sąsiadów, aż w końcu zorientowali się, że zostali praktycznie sami.
— Myśleliśmy, że przetrwamy. Chcieliśmy po prostu mieszkać we własnym domu — opowiada mężczyzna swoim wyzwolicielom, żołnierzom z 3. batalionu 141. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej.
Wszystko zmieniło się po rosyjskim ostrzale. Pocisk zniszczył ich dom i podwórko. Piwnica, która wcześniej dawała schronienie, przestała wystarczać. Małżeństwo nie miało już gdzie mieszkać.
Wtedy podjęli decyzję o ucieczce.
Podczas obserwacji linii frontu operatorzy ukraińskich dronów dostrzegli dwóch ludzi rozpaczliwie wzywających pomocy.
Na zewnątrz wyszli z kawałkiem tektury. Na nim widniały trzy litery: SOS.
Dowództwo natychmiast zdecydowało o ewakuacji. Do akcji ruszyło trzech żołnierzy brygady, którzy wracali właśnie z pozycji bojowych. Nie była to jednak zwykła ewakuacja.
Para musiała pokonać około 15 kilometrów przez otwarty teren i pasy leśne, cały czas narażona na rosyjskie drony FPV oraz ostrzał artyleryjski.
Szli przez trzy dni. Ukrywali się pod drzewami i wiaduktami. Każdy odcinek drogi mógł zakończyć się śmiercią.
— Wędrowaliśmy trzy dni. Głodni jak psy. Pod drzewami, wiaduktami… Niebo aż się trzęsie od dronów — wspominał mężczyzna.
Ocaleni podkreślają, że przeżyli również dzięki ukraińskim żołnierzom, którzy wskazywali im, gdzie się ukrywać i jak bezpieczniej pokonywać kolejne odcinki.
Ukraińskim żołnierzom udało się wyprowadzić małżeństwo z zagrożonego obszaru. Ocaleni trafili do szpitala, gdzie otrzymują pomoc.
Kobieta nie ma już żadnych wątpliwości, czy chce wrócić do swojej wsi.
— Nie daj Boże! Zastrzelcie mnie teraz, ale nigdy tam nie wrócę. Gdyby tylko ktoś mógł zobaczyć, co się tam dzieje… Chciałabym po prostu żyć spokojnie. Nie chcę niczego innego.

