
Ukraińskie drony podpaliły 30 lipca kolejne trzy huby największej rosyjskiej sieci handlowej Wildberries, tym razem w Penzie na południowym zachodzie, w Sarapulu w Udmurcji i w Permie – 1400 km od granic Ukrainy.
W Penzie świadkowie i kanały OSINT informują o eksplozji i dużym słupie. “W Penzie drony zaatakowały centrum sortownicze Wildberries o powierzchni 90 tys. metrów kwadratowych. Na terenie obiektu wybuchł ogromny pożar” – piszą. Potwierdzają to nagrania, które pojawiły się już w sieci.
Również miejscowy gubernator informuje o ewakuacji ponad 200 pracowników. “Według wstępnych doniesień, jedna osoba została ranna. Na miejsce wysłaliśmy karetki pogotowia, straż pożarną i służby ratunkowe” – głosi oficjalny komunikat.
Na razie brak szczegółów na temat skutków ataku na magazyn w Sarapulu i Permie, oprócz tego, że tam też wybuchły pożary. Kierownictwo Wilberries informuje tylko ogólnikowo o “przeorientowaniu dostaw” z magazynów.
Tak więc od 18 lipca, gdy Ukraińcy rozpoczęli naloty na Wildberries, spalonych już zostało 11 składów logistycznych tej sieci. Dzień wcześniej poszedł z dymem magazyn w Riazaniu. Łącznie przez 13 dni firma straciła już co najmniej 15%, a może i 20% swoich powierzchni magazynowych i składowanych tam towarów.
Pozornie to nie tak dużo, ale biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z największym potentatem handlowym Rosji, zatrudniającym bezpośrednio lub pośrednio 2 miliony ludzi i kooperującym z kilkoma milionami podmiotów, jest to wynik znaczący.
Pojawiają się już doniesienia o możliwym bankructwie Wildberries i poważnych problemach finansowych drugiego co do wielkości rosyjskiego banku VTB, gdzie firma ta zaciągnęła kredyty liczone w miliardach dolarów, których nie jest teraz w stanie spłacić.


