
Rosyjscy żołnierze. Aleksander Polehenko/ TASS
Kolejny przypadek linczu miał miejsce w rosyjskiej armii okupacyjnej. Żołnierz, który według relacji miał zostać wysłany na niemal pewną śmierć , na tzw. „mięso armatnie”, postanowił uprzedzić swoich dowódców.
Według informacji przekazanych przez portal Dialog.UA, żołnierz rosyjskich sił zbrojnych otworzył ogień do swoich przełożonych. Zginęli dowódca batalionu oraz dowódca kompanii.
Do zdarzenia miało dojść niedawno. Relację przekazał rosyjski żołnierz, który miał kontakt z osobami znającymi szczegóły incydentu.
„Był o krok przed innymi. Według informacji mieli go namierzyć i wysłać (do ataku- red.). Ale facet nie był tchórzem; przyjechał i zastrzelił dwie osoby naraz – relacjonował.
Po oddaniu strzałów żołnierz miał rozładować broń i pozostać na miejscu, oczekując na przybycie służb.
Rosyjski wojskowy twierdzi, że podobne nastroje mają być obecne w wielu jednostkach walczących na froncie. „Komunikujemy się na całym froncie, takie nastawienie jest niemal powszechne” – powiedział.
Według jego relacji część żołnierzy ma być coraz bardziej zdesperowana sposobem, w jaki rosyjskie dowództwo wykorzystuje ich na froncie. Zapewnia, że incydent nie musi być odosobniony i takie rzeczy mogą się powtarzać, bo ludzie tracą panowanie.
„To nie pierwszy i, mogę powiedzieć, nie ostatni incydent. Nasze siły bezpieczeństwa nie działają prawidłowo, a chłopaki wzięli sprawy w swoje ręce” – stwierdził.
Jak poinformował szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, gen. Oleg Iwaszczenko w rozmowie z The Times, średnia długość życia nowych rosyjskich żołnierzy, od chwili pojawienia się na polu walki, spadła do 20-30 minut.
Tymczasem rosyjska generalicja prosi Władimira Putina, by od razu po wyborach parlamentarnych 18-20 września ogłosił mobilizację 800 tys. nowych żołnierzy. Zdaniem Iwaszczenki, Rosja nie jest jednak w stanie jednorazowo zmobilizować tak wielkiej ich liczby.


