
Mieszkańcy rosyjskiej Syberii coraz częściej deklarują, że chcą wyjść z Rosji i połączyć się z Chinami.
Mieszkanka jednego z syberyjskich miast otwarcie mówi w NewsBoom, że Rosja nic jej nie obchodzi: “Żyjemy tu 5-6 tysięcy kilometrów, a to i dalej od Moskwy. Po co nam ta wasza Moskwa z jej obwodnicą, czy Petersburg? Co nas obchodzi wasze metro? Niepotrzebne nam te wasze Elektrostale i Krasnodar. Nawet wasze Morze Czarne z waszym Soczi. Zabierajcie to wszystko i spadajcie”.
“Uśmiechajcie się tam sobie do Unii Europejskiej i NATO, przepraszajcie, stawajcie przed nimi na kolana, bo to jedyny wasz ratunek. A my, Syberia, Daleki Wschód wolimy iść do Chin. Bo Chiny są dla nas ciekawsze. Po co nam Rosja? Ona nic dla nas nie produkuje, nawet łapci. 99% towarów, które tu się sprzedaje to produkcja chińska” – podkreśla kobieta.
Przypomina też, że duża część mieszkańców Dalekiego Wschodu to nie są Rosjanie, a często to Chińczycy. “I oni pytają: A po co nam to całe wasze słowianofilstwo? Nam to niepotrzebne. Chcemy iść azjatycką drogą rozwoju” – mówi mieszkanka Syberii.
Eksperci przypominają, że “separatyzm syberyjski” i niechęć do Moskwy istniały zawsze, nawet w czasach sowieckich, choć w ukrytej formie. Pomijając już etniczne ludy Syberii, to nawet tamtejsi Rosjanie mają zupełnie inną mentalność niż w Rosji zachodniej. Przyzna to każdy, kto się z nimi zetknął. A obecnie wpływy chińskie nasilają się tu z każdym rokiem, im bardziej Rosja słabnie.
Emerytowany generał SBU Wiktor Jagun jest przekonany, że prędzej czy później “Chiny połkną Rosję bez jednego wystrzału”. “Wall Street Journal” zauważa, że sankcje dramatycznie zwiększyły zależność Rosji od Chin i już teraz nawiązują one bliskie, nieformalne relacje z rosyjskimi elitami, szykując transformację całego regionu po Putinie.
Nie oznacza to, że Pekin wybrał już konkretnego następcę Putina, bo chińska polityka nie polega na stawianiu wszystkiego na jedną osobę, tylko na uzależnianiu od siebie funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, technokratów, szefów korporacji państwowych i wpływowych rodzin oligarchów.
Potencjalnie władzę po Putinie mógłby objąć Miszustin, Diumin, Patruszew lub Kirijenko. Wszyscy oni są gwarantami polityki dalszych ustępstw wobec Chin. Pekin nie potrzebuje ani liberała, ani chaotycznego nacjonalisty, tylko przewidywalnego, autorytarnego technokraty lub “bezpieczniaka”, który będzie kontrolować arsenał nuklearny i utrzyma orientację gospodarki na Chiny.
Pekin nie ratuje obecnie Rosji z przyjaźni, tylko wykorzystuje jej osłabienie. Żąda coraz większych zniżek na ropę i gaz, dostępu do złóż surowców, portów, infrastruktury transportowej, do Arktyki i do strategicznych zakładów, dzierżawi coraz więcej gruntów na Syberii i Dalekim Wschodzie, uzależnia te regiony handlowo.
Bezpośrednia aneksja militarna Dalekiego Wschodu jest mało prawdopodobna, dopóki Rosja ma broń jądrową. Ale kontrola gospodarcza jest już faktem. A jeśli kiedyś Rosja rzeczywiście zacznie się rozpadać, Chiny wykorzystają dowolny pretekst do zajęcia tych terytoriów: ochronę swoich granic, obywateli, firm i szlaków transportowych – przewiduje Jagun.
Putin zdaje się jednak tego w ogóle nie dostrzegać i nadal bezgranicznie ufa Pekinowi. Do złudzenia przypomina to ślepe zaufanie, jakim przed inwazją Niemiec na ZSRR Stalin darzył Hitlera.



2 komentarzy
LT
28 lipca 2026 o 13:23(usun. – propaganda rosyjska. Już jedno ostrzeżenie Pan miał).
Enricco
28 lipca 2026 o 13:11Syberia do Chin, a terytorium do granic Europy po Ural – do Europejczyków, proporcjonalnie do powierzchni. Natomiast rosjanie mogliby mieszkać w górach Ural, to wciąż 781 tys. km2, czyli teren 2,5 x większy od Polski. My, Łaskawcy.