
Ilustracja: AI
Po kolejnym ukraińskim zamachu na rosyjskiego generała – tym razem Aleksandra Czajko w Moskwie – wśród najwyższych dowódców zapanował strach. Ministerstwo Obrony opublikowało dla nich poradnik jak uchronić się przed atakiem – donosi The Insider.
Dokument jest dość kuriozalny, gdyż jeśli generałowie zastosują się do wszystkich zawartych w nim porad, to nie tylko kompletnie zmieni się ich tryb życia, ale w zasadzie ich praca zostanie sparaliżowana.
Jakie są te zalecenia? Całkowita zmiana wyglądu, poruszanie się nieprzewidywalnymi trasami, unikanie miejsc publicznych, niekorzystanie z prywatnych aut i szereg innych. Dokument nazywa się: “Standardowe instrukcje dla personelu wojskowego, cywilnego i członków ich rodzin dotyczące działań po otrzymaniu informacji o zbliżającym się zamachu”.
Jego autorzy przypominają, że ukraiński wywiad uzyskuje dane osobowe rosyjskiej kadry dowódczej także z otwartych źródeł: mediów społecznościowych i komunikatorów, analizuje ich codzienny tryb życia: trasy przejazdów i miejsce zamieszkania, by wybrać metodę ataku.
W związku z tym personelowi wojskowemu i jego rodzinom zalecono, by pousuwali konta w sieciach społecznościowych i nie publikowali tam danych osobowych, w tym adresu i numeru telefonu. Dotychczasowe numery i same telefony trzeba wymienić i odbierać połączenia tylko z zapisanych numerów.
“Często zmieniaj trasy podróży, unikaj powtarzalnych codziennych czynności, nie korzystaj z aplikacji opartych na lokalizacji, monitorów aktywności fizycznej i smartwatchy. Zachowaj ostrożność, gdy na twojej trasie pojawią się te same osoby lub gdy nieznajomi próbują sfotografować ciebie lub twój samochód” – napisano w poradniku.
O wiele bardziej niezwykłe są zalecenia dotyczące wyglądu: zapuść brodę, zacznij nosić okulary, zmień fryzurę i ubiór. Ponadto trzeba unikać jazdy prywatnymi autami, parkować je z dala od domu, ale koniecznie w zasięgu kamer monitoringu i “sprawdzać pod kątem ewentualnych ładunków wybuchowych przed każdą podróżą”.
Na liście możliwych miejsc podłożenia bomby są: podwozie, nadkola lub bezpośrednie sąsiedztwo samochodu, a sposoby zdetonowania ładunku to: uruchomienie silnika, otwarcie drzwi, zapalnik czasowy lub odpalenie zdalne.
Ponadto oficerowie i ich rodziny powinni zrezygnować z korzystania z usług kurierskich, nie przyjmować przesyłek od nieznanych nadawców, nie jeździć windą z nieznajomymi, zabezpieczyć drzwi mieszkania łańcuchami i zasuwami, a na parterze – zamontować kraty i folię ochronną w oknach.
Zaleca się też nosić sprzęt do samoobrony – miotacze gazu, paralizatory lub broń o ograniczonej sile rażenia, przećwiczyć reakcję na wypadek ataku i prowadzić “ćwiczenia sytuacyjne z rodziną”. W zasadzie więc rosyjskim oficerom radzi się niejako “zejście do podziemia”, niczym konspiratorom lub ściganym terrorystom. O tyle słusznie, że generałowie faktycznie nimi są.
Tylko jak żyć w takich warunkach? Zakaz udziału w imprezach publicznych? A co z oficjalnymi świętami, konferencjami, imprezami wojskowymi? Zmiana trasy i godzin podróży? A jak ktoś jeździ codziennie rano do pracy i z jego willi pod Moskwą do miasta jest tylko jedna droga? Przedzierać się lasami?
Zrezygnować z prywatnego auta? Każdemu, w tym członkom rodziny, przydzielą pojazdy służbowe z ochroną? Broda jeszcze ujdzie (kobiety mogą mieć z tym problem), choć dziwnie będą wyglądać ustawieni w rządku na Kremlu generałowie z brodami i w okularach. Szczególnie, że każdy od razu wie: to ze strachu. Może jeszcze operacje plastyczne? Tylko żeby współpracownicy rozpoznali.
A jak wytłumaczyć żonom i córkom, że żadnych kurierów z paczkami, żadnych mediów społecznościowych, żadnego joggingu, wyjścia do klubu, kina, czy restauracji? Jak żyć w ciągłym strachu i kompletnej izolacji, żeby nie zwariować?
A już zalecanie parkowania z dala od domu, żeby człowiek codziennie rano drałował do samochodu przez kilka ulic to ewidentne wystawianie go na odstrzał.
Zostawmy jednak te problemy samym generałom. W końcu na to się pisali, zaczynając wojnę. Prawda jest natomiast taka, że jak kogoś chcą dopaść, to i tak dopadną. Potencjalna ofiara zawsze jest na przegranej pozycji bo nie zna dnia, ani godziny.
Co gorsza – jeśli zamachowcy uznają, że pojedynczego oficera jest zbyt trudno dopaść, to przestawią się na likwidację “hurtową” – przygotowania może dłuższe i trudniejsze, za to wynik nieporównanie większy. A całego Ministerstwa Obrony, czy Sztabu Generalnego nie da się schować, ani codziennie przenosić na inną ulicę.
Zobacz najnowszy zamach: Polowali na generała, który dowodził ofensywą na Kijów



