
Collage / TSN / media społecznościowe
Kuriozalny news Władimira Putina o “zdobyciu przez armię rosyjską Swiatogorska” miał zapewne wywrzeć wrażenie na przybywających do Moskwy wysłannikach USA – Stevie Witkoffie i Jaredzie Kushnerze. Ale nie wywarł. A rosyjski dyktator zaliczył kolejną żenującą wtopę.
Przypomnijmy, że o zdobyciu tego miasta w obwodzie donieckim Putin poinformował 2 sierpnia, powołując się na raport swojego Sztabu Generalnego. Tymczasem do Swiatogorska nawet smród rosyjskiej armii nie dolatuje – jej czołowe oddziały są nie bliżej, niż 10-13 km od miasta, nad którym armia ukraińska ma pełną kontrolę i nie toczą się tam żadne walki.
Zniesmaczony tymi przechwałkami dyktatora dowódca ukraińskiego 3 Korpusu gen. Andrij Bilecki nawet specjalnie tam pojechał i nagrał stamtąd apel do Putina, żeby przestał kłamać. Czy Putin myślał, że ma do czynienia z amerykańskimi durniami, którzy tego nie sprawdzą i tak po prostu mu uwierzą? Jeśli tak, to sam jest durniem.
Być może więc putinowski fake o “zdobyciu Swiatogorska” był adresowany bardziej do własnego narodu, który cierpi ostatnio na spory niedosyt wiadomości o kolejnych “wielkich zwycięstwach Rosji”? To już szybciej. Część rosyjskiego ludu uwierzyłaby pewnie nawet, gdyby ogłosił, że właśnie zdobył Kijów. Tyle, że z-blogerzy też sprawdzają takie rewelcje i zdobycie Swiatogorska wyśmiali.
“Putin już nie ma innego wyjścia, niż raz po raz generować dla ludu wiadomości o fikcyjnych ‘zwycięstwach’, których nie ma. Tak było wiele razy, na przykład ze “zdobyciem Kupiańska” w grudniu 2025, który Ukraina do dziś w pełni kontroluje. Tym razem chciał też pokazać delegacji z USA, że armia rosyjska świetnie sobie radzi” – uważa Ołeksandr Kowalenko z grupy Informacyjny Opór.
“W ten sposób Putin przekształcił się w wielki generator fake’ów i karmi tym informacyjnym fast-foodem tych Rosjan, którzy nadal mu święcie wierzą, utrzymując ich w jakiejś równoległej wirtualnej rzeczywistości” – zauważa ekspert.
Zresztą idiotów nie brakuje nie tylko w Rosji. Każde takie kłamstwo jest bowiem natychmiast powielane także przez prorosyjskie media i kanały na Zachodzie i bezmyślnie powtarzane przez kiepsko zorientowane media mainstreamowe, “no bo Putin tak powiedział”. A część ludzi w to wierzy bo po prostu chce wierzyć.
Na późniejsze dementi mało kto już zwraca uwagę i dzięki temu tworzy się wrażenie “ciągłych rosyjskich zwycięstw”, wbrew oczywistym faktom. Już Pratchett zauważył, że “kłamstwo zdąży obiec świat, zanim prawda zdąży włożyć buty” i rosyjski system dezinformacji z Putinem na czele skwapliwie to wykorzystuje.
“Dlatego w przyszłości jeszcze nie raz będziemy słyszeć takie rewelacje z ust rosyjskiego dyktatora i trzeba po prostu traktować je z przymrużeniem oka, jak zrobił to generał Bilecki” – uważają eksperci od dezinformacji.
Naszym zdaniem, nie zwrócili oni jednak uwagi na jeszcze jeden fakt, który obecnie miał miejsce właśnie w rejonie Swiatogorska. Chodzi o spektakularne kontruderzenie ukraińskie na północ od Łymanu, które odrzuciło Rosjan za rzekę Żerebiec i pozwoliło wyzwolić aż 200 km kw. terytorium. Piszemy o tym tu: Rosjanie uciekają! Ukraińcy ich “ścięli” i suną na wschód
Jak zamaskować i przykryć medialnie taką spektakularną porażkę? Najlepiej zgodnie ze starymi dobrymi metodami jeszcze z podręczników KGB: “Jeśli Iwanow zaatakował Pietrowa, a ty chcesz to ukryć, albo podważyć, to krzycz, że Pietrow zaatakował Iwanowa”.
Taka metoda “na totalną wydrę” często się sprawdza, pod warunkiem, że krzyczy się dostatecznie głośno. Po takim kompletnie przeciwstawnym szumie informacyjnym część słabiej zorientowanego audytorium albo zwątpi w uderzenie pod Łymanem, albo wręcz będzie iść w zaparte, że “nieprawda, to Rosjanie zdobyli tam Swiatogorsk, przecież Putin to ogłosił”. I o to właśnie chodzi.



