
Fot: VK.ru / Instagram / LRT
Coraz częstszymi podpaleniami w Polsce i innych krajach Europy kieruje z Rosji niejaki Oemis Romagoza Durruthy – emigrant z Kuby, który pod nadzorem rosyjskich służb werbuje przez Internet swoich rodaków z Ameryki Łacińskiej, by dokonywali dywersji. Takie są ustalenia dziennikarskiego śledztwa Deutsche Welle i innych europejskich mediów.
Występuje pod pseudonimem “Adrian”, albo “Dios”, czyli po hiszpańsku: Bóg, choć po tej publikacji pewnie zmieni swój nick. Pochodzi z Camaguey na Kubie i od co najmniej 7 lat mieszka w Rosji. W Pietrozawodsku oficjalnie prowadzi szkołę tańca “Made in Cuba”, gdzie osobiście uczy salsy, bachaty i kizomby.
To jednak raczej tylko przykrywka. Jego prawdziwa działalność to werbunek “jednodniowych dywersantów” z Ameryki Łacińskiej, by dokonywali podpaleń w Europie. Jest aktywny w wielu grupach społecznościowych skupiających kubańskich, czy kolumbijskich emigrantów, oferuje im np. “pracę w Polsce”.
Czasem jego ogłoszenia wyglądają niewinnie, na przykład “oferta pracy dla fotografa”, a czasem nie owija w bawełnę: “Szukam ludzi z doświadczeniem wojskowym w dziedzinie obserwacji, rozpoznania, logistyki i taktyki. Płaca 1500 dolarów plus bonus za każdą wykonaną misję” – głosi ogłoszenie po hiszpańsku na jednym z forów iberoamerykańskich.
To właśnie “Dios” zorganizował na zlecenie Rosjan serię podpaleń w co najmniej czterech krajach UE w 2024 roku. Bezpośrednimi wykonawcami byli przeważnie właśnie emigranci z Ameryki Łacińskiej.
Deutsche Welle udało się porozmawiać z jednym z nich – 34-letnim Kolumbijczykiem Luisem. Jego gospodarstwo rolne w kraju upadło i postanowił zarobić za granicą. Planował wstąpić jako najemnik do armii ukraińskiej, gdyż miał 6-letnie doświadczenie służby wojskowej, jednak natknął się na Facebooku na ogłoszenie “Diosa”.
Zamiast wyjazdu na Ukrainę, werbownik zaproponował mu “misje specjalne w Europie” i Luis się zgodził. “Dios” kupił mu online bilety lotnicze, przelał środki na życie i w lipcu 2024 zarezerwował hotel w Bukareszcie. Wysłał mu też zdjęcia rumuńskich zakładów utylizacji odchodów i szybu naftowego. Luis miał je najpierw dokładnie sfilmować, a potem podpalić.
Wpadł jednak w nocy w pobliżu wspomnianego zakładu. Zeznał, że nie wiedział, na czyje zlecenie pracuje, a z “Diosem” kontaktował się tylko przez Internet. Obecnie odbywa wyrok 6 lat więzienia za próbę dywersji.
Był on tylko jednym z co najmniej tuzina dywersantów, których “Dios” w ten sposób zwerbował. 9 z nich już zatrzymano. To właśnie tacy ludzie w tarapatach finansowych są najczęściej celem werbunku. Za pieniądze są gotowi wyruszyć gdziekolwiek i nie zadają zbędnych pytań – przyznaje prof. Daniela Richterova z Department of War Studies w King’s College w Londynie.
Dla rosyjskich służb, które w ostatnich latach straciły dużą część swoich zdolności operacyjnych w Europie na skutek masowych wydaleń swoich “dyplomatów”, tacy “jednodniowi agenci” to świetny zamiennik. Mało kosztują, nie trzeba ich szczególnie szkolić, a jeśli nawet wpadną, to trudno jest udowodnić, że działali na zlecenie Rosji.
Co więcej, znacznie trudniej ich namierzyć, gdyż najczęściej wcześniej w ogóle nie mieli związków z rosyjskimi służbami. Mogą to być zarówno przybysze z Ameryki Łacińskiej, ukraińscy uchodźcy, jak i miejscowi drobni przestępcy lub chcące szybko zarobić lokalne dzieciaki.
To właśnie tacy ludzie podpalili centrum handlowe w Polsce, sklep IKEA na Litwie, czy wysyłali paczki zapalające się po otwarciu. Według niemieckich śledczych, to także “jednodniowi agenci” kierowali niedawno dronem z materiałem wybuchowym, który miał zniszczyć ukraiński transportowiec na lotnisku w Lipsku.
Takim jak oni “Dios” zlecał np. podpalanie składów budowlanych w Polsce, zajezdni autobusowej w Czechach, czy składów z litewskim sprzętem dla Ukrainy. To właśnie Litwini jako pierwsi powiązali te akty dywersji z mieszkającym w Rosji kubańskim emigrantem – pisze Deutsche Welle na podstawie analizy dokumentów sądowych i plików, które wyciekły do sieci.
Udało się ustalić, że w 2022 roku Oemis Romagoza Durruthy ożenił się z Rosjanką, dostał rosyjskie obywatelstwo, mają dwójkę dzieci. Jego również rosyjskie służby skaptowały, gdy wpadł w tarapaty kredytowe. I z ich punktu widzenia była to bardzo opłacalna inwestycja. W końcu kto przekona jakiegoś Kubańczyka do dywersji lepiej, niż jego własny rodak?
Tymczasem podpalenia w całej Europie trwają. W sierpniu zatrzymano na Łotwie dwóch sprawców podpalenia przedsiębiorstwa dronowego w Tallinnie. W Polsce były dwa podpalenia obiektów produkujących komponenty do dronów i śmigłowców.
A “Dios” nadal zamieszcza filmiki z nauki salsy w swojej szkole tańca “Made in Cuba” i jest w Rosji poza zasięgiem zachodniego wymiaru sprawiedliwości.



