
Andżelika Borys i Andrzej Poczobut podczas posiedzenia Rady Naczelnej organizacji w Białymstoku. 5 września 2026 r. Fot: Marek Borawski/ KPRP
Andrzej Poczobut wrócił na Białoruś, w której przez ponad pięć lat był więziony przez reżim Łukaszenki. Wielu próbowało odwieźć go od tego ryzykownego, bardzo odważnego pomysłu, ale on, przynaglany wewnętrznym imperatywem, zrobił co postawił. Białoruski analityk Walery Karbalewicz uważa, że Poczobut przeprowadza na sobie eksperyment polityczny, sprawdza, jak daleko może się posunąć człowiek w państwie rządzonym przez Łukaszenkę, czy, i ile swobody jest w stanie wywalczyć. To test mający na celu określenie stopnia okrucieństwa systemu.
Swoją analizę Walery Karbalewicz opublikował na portalu Svaboda.org.
Karbalewicz uważa, że powrót Andrzeja Poczobuta na Białoruś jest wydarzeniem wyjątkowym, wręcz sensacyjnym, ponieważ były więzień polityczny wjechał do kraju, choć jego sytuacja prawna nadal pozostaje niejasna. Poczobut wciąż bowiem figuruje na białoruskich listach osób uznawanych przez reżim za związane z „działalnością ekstremistyczną” i „terrorystyczną”. Nie wiadomo również, jaki formalnie jest obecnie status jego wcześniejszego wyroku. Z drugiej strony, Andrzej od pierwszych chwil po zwolnieniu z więzienia i wjeździe do Polski mówił wprost, że chciałby mieć możliwość powrotu na Białoruś, i zrobi to jak najszybciej po rekonwalescencji w Polsce.
Autor określa podróż Poczobuta mianem „eksperymentu politycznego, który przeprowadza na sobie”. Jego zdaniem były więzień testuje granice tego, co można zrobić w warunkach dyktatury, i sprawdza, „jak daleko można przesunąć granice tego, co jest dozwolone w obecnym reżimie politycznym”.
Karbalewicz porównuje tę sytuację do działań innego byłego więźnia politycznego, Mikoły Statkiewicza, który w 2025 roku odmówił opuszczenia Białorusi w ramach porozumienia Mińska z Waszyngtonem. Statkiewicz został za to ponownie osadzony w więzieniu, gdzie przeszedł udar, a po nim został zwolniony i nie wydalony z kraju. Zdaniem autora zarówno Statkiewicz, jak i Poczobut podejmują ogromne ryzyko, ale jednocześnie pokazują, że nawet w dyktaturze można próbować dokonywać niemożliwego.
Jednocześnie autor ostrzega, że testowanie granic reżimu jest niezwykle niebezpieczne. Przypomina przypadek Aleksieja Nawalnego, który wrócił do Rosji, został uwięziony i zmarł w więzieniu.
Dlaczego Łukaszenka może tolerować powrót Poczobuta? Zdaniem Karbalewicza kluczowe znaczenie ma zmieniona sytuacja międzynarodowa. Reżim Łukaszenki próbuje odbudować kontakty z Zachodem i złagodzić napięcia zarówno z USA, jak i z Polską.
Szczególne znaczenie ma tutaj Waszyngton. Karbalewicz przypomina, że uwolnienie Poczobuta wiosną tego roku zostało publicznie zauważone przez Donalda Trumpa. 10 maja napisał on na swoim portalu społecznościowym Truth Social:
„Mój przyjaciel, prezydent Polski Karol Nawrocki, spotkał się ze mną we wrześniu ubiegłego roku i poprosił o pomoc w uwolnieniu Andrzeja Poczobuta z białoruskiego więzienia. Dziś Poczobut jest wolny dzięki naszym staraniom…”.
Autor wskazuje również na planowaną wizytę specjalnego wysłannika Trumpa Johna Cole’a na Białorusi i jego starania o uwolnienie kolejnych więźniów politycznych. Dlatego, zdaniem analityka, ponowne aresztowanie Poczobuta byłoby dla Mińska bardzo kosztowne, wywołałoby skandal międzynarodowy i mogłoby zagrozić negocjacjom między Mińskiem a Waszyngtonem.
Dodatkowym czynnikiem jest spotkanie Poczobuta z papieżem Leonem XIV przed jego powrotem na Białoruś. Represje wobec niego mogłyby więc wywołać również negatywną reakcję Watykanu.
Według Karbalewicza powrót Poczobuta może mieć jeszcze jeden ważny wymiar, sprawę legalizacji Związku Polaków na Białorusi.
Poczobut początkowo planował przyjazd na zjazd niezarejestrowanego ZPB, planowany 13 września. Tymczasem pojawiły się informacje, że Mińsk miałby być gotowy dopuścić do legalizacji organizacji, ale pod warunkiem rozwiązania obecnej struktury i stworzenia nowej, być może pod inną nazwą. Według tych doniesień władze miałyby również łączyć tę kwestię z problemem sankcji.
Karbalewicz zastrzega, że informacje te wymagają potwierdzenia. Jeśli jednak okazałyby się prawdziwe, oznaczałoby to istotną zmianę w stosunku do ostatnich lat, kiedy niezależne struktury społeczne były na Białorusi systematycznie likwidowane.
Jednocześnie autor stawia najważniejsze pytanie, czy byłaby to rzeczywista legalizacja niezależnej organizacji Polaków, czy raczej próba stworzenia kontrolowanej przez władze struktury. Dlatego również sprawa ZPB staje się kolejnym testem.
Karbalewicz zwraca uwagę, że wśród białoruskiej emigracji pojawiają się obawy, iż władze mogą wykorzystać podróż Poczobuta jako element operacji propagandowej. Jednym z możliwych scenariuszy miałaby być próba pokazania Zachodowi, że Mińsk jest gotowy do ustępstw. Innym, podporządkowanie sobie ZPB i wykorzystanie organizacji do celów propagandowych.
Autor dostrzega jednak również drugą stronę tej politycznej gry. Poczobut może wykorzystywać zainteresowanie międzynarodowe swoją osobą do poszerzania przestrzeni wolności dla Białorusinów, podczas gdy Łukaszenka chce wykorzystać jego powrót do poprawy swojej pozycji wobec Zachodu.
Karbalewicz kończy analizę pytaniem; kto kogo ostatecznie lepiej wykorzysta. Jego zdaniem odpowiedź poznamy dopiero później, gdy okaże się, czy powrót Poczobuta rzeczywiście doprowadzi do trwałego przesunięcia granic represyjnego systemu. Najważniejsza teza autora sprowadza się do konstatacji, że powrót Poczobuta nie jest dowodem, że Białoruś stała się bardziej wolna. To raczej wyjątkowy moment, w którym dążenia Andrzeja Poczobuta, interesy reżimu Łukaszenki, Polski i USA na krótko się przecinają.


