
Collage / fot: Vestoczka
W Rosji zabraknie w tym roku 1 miliona to ziemniaków, żeby wyżywić ludność. Nieurodzaj z lat 2024-2025, gdy zbiory spadły o 20%, pogłębił się jeszcze bardziej. Powierzchnia upraw jest najniższa od 18 lat, a na to nałożył się nieurodzaj – alarmuje The Moscow Times.
Już zeszłoroczne zbiory były niskie – 8,5 mln ton, a w tym roku spadną o kolejne 12% do 7,5 mln ton. To o co najmniej 1 mln ton mniej niż wynosi minimalne zapotrzebowanie rynku – szacuje rosyjski Związek Producentów Kartofli.
Nie więc dziwnego, że ceny w sklepach poszybowały i już teraz pobiły 20-letni rekord. Są o 35% wyższe, niż rok temu. Nie lepiej jest z innymi warzywami – kapusta podrożała w Rosji przez rok o 35%, cebula o 27%, buraki o 20%, marchew o 18%. To 3-6-krotnie więcej, niż wynosi oficjalna 6-procentowa inflacja.
W ubiegłym roku Rosja ratowała się importem ziemniaków z Chin i Mongolii, a przede wszystkim doszczętnie wymiotła je z rynku Białorusi, powodując niezwykły dla tego kraju “kartoflowy deficyt”. Przy okazji wykupiła też cebulę i inne warzywa.
Wszystko wskazuje, że teraz nastąpi powtórka, tylko na większą skalę. Ceny w Rosji są wyższe, niż na Białorusi, więc rosyjskie firmy wykupują kartofle “na pniu” i wywożą. Korzystają z tego, że w ramach unii gospodarczej między tymi państwami władze w Mińsku nie mogą wprowadzić ceł ochronnych na wywóz, by chronić własnych konsumentów.
Eksperci twierdzą, że jedną z głównych przyczyn tej drożyzny żywności w Rosji jest wzrost cen paliw spowodowany spadkiem ich produkcji w nieustannie atakowanych przez ukraińskie drony rafineriach. W górę poszły jednak nie tylko koszty prac polowych i transportu, ale także nawozów i nasion.
Kiedy możemy spodziewać się eskalacji kartoflowego deficytu? W zeszłym roku zebrane zapasy zaczęły się kończyć w lutym, ale tym razem nastąpi to już chyba w styczniu. Wtedy można oczekiwać najazdu rosyjskich firm na rynki sąsiednich państw, a na Białoruś ruszą też pewnie z Rosji “kartoflowi turyści” pakując ile wlezie do bagażników i furgonetek.
W tej sytuacji kupowanie kartofli na zapas przez Białorusinów nie jest chyba złym pomysłem, pod warunkiem, że mają je gdzie przechować.



