
Ilustracja: AI
Rosyjski urząd statystyczny Rosstat oficjalnie przyznał, że aż w 15 regionach Rosji nastąpił – pierwszy raz – spadek płacy nominalnej pomimo rosnącej inflacji i drożyzny. Władze tłumaczą to “nieprzewidzianymi wydatkami na wypłaty dla uczestników specjalnej operacji wojskowej”. Wojna potężnie nadepnęła Rosjanom na portfel.
W Czeczenii średnie nominalne wypłaty spadły w tym roku aż o 10%. Rok temu był nominalny wzrost. W tym samym czasie ceny w sklepach poszybowały. Podobna sytuacja jest w Kraju Krasnodarskim, Tatarstanie, Baszkirii, obwodzie murmańskim, magadańskim, Tuwie, Inguszetii, Komi, na Kamczatce, Czukotce, w Okręgu Jamało-Niemieckim i w kilku innych regionach.
A w Jakucji kompletna katastrofa – tam władze już dwa miesiące temu w ogóle odwołały jakiekolwiek podwyżki i indeksację płac. Kiedy jedna z lokalnych deputowanych ośmieliła się zapytać dlaczego usłyszała, że to z powodu “nieprzewidzianych wypłat dla uczestników SWO”.
Tylko dlaczego “nieprzewidzianych”, skoro od początku było przecież wiadomo, że na wypłaty dla osób podpisujących kontrakty na służbę wojskową potrzeba pieniędzy? Nie wgłębiając się w szczegóły, wniosek jest prosty: płace i socjal zjadła wojna. “Ta wojna coraz bardziej wyciąga pieniądze z cywilnych kieszeni” – podsumowuje kanał “Agentstwo”.
Warto przy tym pamiętać, że są to oficjalne dane państwowego Rosstatu, czyli prawie na pewno sfałszowane na polecenie Kremla. W końcu już od czasów sowieckich wiadomo, że w Rosji są cztery rodzaje prawy: zwykła prawda, półprawda, g… prawda i rosyjska statystyka.
Rosstat to mistrz takiej manipulacji danymi, żeby – jeśli pogorszenia sytuacji nie da się już ukryć – to przynajmniej zafałszować jego skalę. Jeśli więc nawet Rosstat przyznaje, że jest gorzej, to jak jest faktycznie?
I mało, że bieda, to jeszcze to…
Wściekłość Rosjan w ostatnim czasie budzi też pomysł władz, by w obliczu kryzysu benzynowego weterani wojny na Ukrainie mogli kupować paliwo bez kolejki. To drażni o wiele bardziej niż fakt, że ci z nich, którzy przeżyli, dostali horrendalne wypłaty. Przelewów na ich konta gołym okiem nie widać, ale wpychających się chamsko przed ciebie “obrońców ojczyzny” – jak najbardziej.
Wyobraźmy sobie bowiem kierowcę, który już prawie dobę czeka w kolejce przed stacją benzynową. Doskonale rozumie, że musi tak stać i tracić czas właśnie z powodu wojny na Ukrainie, z której on sam nic nie ma, oprócz coraz większych trudności i coraz niższych zarobków.
Tymczasem beneficjenci tej wojny, którzy się na niej porządnie obłowili, raz po raz wjeżdżają przed niego i zmniejszają mu szanse na zatankowanie. Nic więc dziwnego, że przed stacjami nieustannie dochodzi do bójek i przepychanek, a weterani witani są wiązankami przekleństw.
Pytanie na jak długo Rosjanom starczy cierpliwości. Na razie trzyma ich w ryzach strach, ale kiedyś może nastąpić moment, gdy nie będzie już nic do stracenia i tamy gniewu w końcu pękną. Rosja widziała już takie rzeczy w swojej historii, a bunty ludowe i rewolucje w tym kraju przybierały zwykle formy i rozmiary przerażające.


