
Collage / fot: MO RB / Voyar
Armia białoruska rozpoczęła 15 września ćwiczenie “operacji strategicznej” na trzech poligonach przy granicy z Polską i Litwą – poinformowało Ministerstwo Obrony w Mińsku.
Wojska Zachodniego Dowództwa Operacyjnego będą przez trzy dni ćwiczyć “osłanianie granicy w warunkach stanu wojennego”, zwalczanie grup dywersyjnych, “nielegalnych formacji zbrojnych” i celów powietrznych, z użyciem batalionów pancernych i dronów.
Pełna nazwa tych manewrów dowódczo-sztabowych to: “wykonywanie zadań w trakcie przygotowania i prowadzenia operacji strategicznej”. Odbywają się od razu na trzech zachodnich poligonach: Hoża pod Grodnem, Brzeski i Różański oraz na “wydzielonych terenach obwodu grodzieńskiego i brzeskiego”. Kieruje nimi szef Sztabu Generalnego, Paweł Murawiejko.
Oczywiście – jak zawsze – białoruskie dowództwo zapewnia, że są to ćwiczenia wyłącznie obronne. “Nie rozważamy żadnych działań ofensywnych i wszelkie spekulacje, że szykujemy się do ataku na sąsiednie kraje są absolutnie bezpodstawne” – twierdzi gen. Murawiejko. Zapewnia też, że liczba ćwiczących żołnierzy nie przekracza 9-tysięcznego limitu Dokumentu Wiedeńskiego.
“Obronne, czy nie obronne” – to tylko słowa. A prawda jest taka, że duże manewry strategiczne przy samej granicy, w tym z masowym użyciem czołgów, nie są przyjaznym gestem. Wiadomo też, że te enigmatyczne “nielegalne formacje zbrojne”, których niszczenie będą ćwiczyć Białorusini, to nic innego jak wojska Polski i Litwy.



