
Fot: Facebook.com/sergej.naprawa
Brutalny atak w Warszawie – Białorusin zgłosił na policję pobicie. Cudzoziemiec został oblany gazem przez grupę Polaków, którzy mieli wcześniej wyzywać jego i żonę z powodu akcentu. W ruch poszedł także gaz, którym potraktowano ich psa.
Do zdarzenia miało dojść w sobotni wieczór 15 sierpnia w warszawskiej dzielnicy Bielany. 50-letni Białorusin Siarhiej Pelechaw, pochodzący z Witebska, wybrał się z żoną na spacer z labradorem.
W pewnym momencie z sąsiedniego budynku wyszła para z dwoma małymi psami, które nie były prowadzone na smyczy. Białorusini poprosili, by właściciele je zapięli, ponieważ ich labrador mógł zaatakować mniejsze zwierzęta.
Według relacji Pelechawa mężczyzna miał usłyszeć ich akcent i zacząć ich wyzywać. Miał wielokrotnie krzyczeć: „Wyp…dalaj na Ukrainę”, a następnie „Wyp…dalaj do domu”.
Z relacji Białorusina wynika, że towarzysząca napastnikowi kobieta próbowała odciągnąć mężczyznę, jednak po chwili wrócił. Jak twierdzi Siarhiej, najpierw popchnął jego żonę, która upadła na rabatę, a następnie zaatakował jego samego.
Pelechaw miał uderzyć głową i łokciami o płytki. Podczas kolejnego ataku upadł, a jego telefon został całkowicie rozbity. Do agresywnego mężczyzny miał dołączyć kolejny człowiek. Chwilę później pojawił się trzeci napastnik, który użył gazu.
Gazem potraktowano zarówno małżeństwo, jak i ich psa. Ucierpiała również przechodząca obok Białorusinka, która próbowała zareagować.
Pelechaw zadzwonił pod numer 112. Według jego relacji policja pojawiła się około siedmiu minut później. Napastnicy zdążyli jednak odejść i nikogo nie zatrzymano.
Mężczyzna miał zakrwawioną twarz i poważnie rozbite łokcie. Obrażenia odniósł również w kolanie, a pod okiem pozostał mu siniak.
Poszkodowany Białorusin nie wie, czy napastnicy zostali zidentyfikowani. Siergiej zaczął filmować incydent swoim telefonem, ale teraz jest zepsuty i nic na nim nie widać. Rozmówca ma nadzieję na odzyskanie nagrania.
16 sierpnia Pelechaw i jego żona zostali przesłuchani na policji. Zeznania złożyła także Białorusinka, która była świadkiem zdarzenia. Czy policji udało się ustalić tożsamość napastników. Poszkodowany liczy jednak na nagrania z monitoringu znajdującego się w okolicy.
„Wyp…dalaj i wszystko” – tak Pelechaw podsumował zachowanie mężczyzny, który miał go zaatakować. Jak twierdzi, napastnik miał około 35–40 lat, był wysoki i silnie zbudowany.
Białorusin mieszka w Polsce od końca 2018 roku. Jak podkreśla, wcześniej przez niemal osiem lat nie spotkał się z podobnym atakiem. Dobrze mówi po polsku i pracuje z polskojęzycznymi klientami, ale przyznaje, że jego akcent jest słyszalny. Przyznaje, że teraz boi się po prostu wychodzić z domu i myśli o wyprowadzce z miejsca, w którym obecnie mieszkają.
Jak podała białoruska redakcja Radia Swaboda, zwróciła się ona do warszawskiej policji o komentarz. Odpowiedź ma zostać opublikowana po jej otrzymaniu.



