
Moskwa. Fot: Alyona Glukhova/Pexels.com
Rosyjska gospodarka znalazła się w sytuacji, która jeszcze niedawno wydawałaby się niemożliwa. Kraj przedstawiający się jako energetyczne mocarstwo musi importować paliwo wyprodukowane z własnej ropy. Kreml próbuje ratować rynek benzyny, który znalazł się pod ogromną presją, sięgając po coraz bardziej desperackie rozwiązania.
Paradoks najlepiej pokazuje relacja Rosji z Indiami. Moskwa sprzedaje New Delhi ropę naftową po coraz większym rabacie, a następnie kupuje od indyjskich rafinerii benzynę wyprodukowaną z tego samego surowca.
To obraz problemów, z którymi mierzy się rosyjski sektor paliwowy.
W w ostatnich tygodniach różnica między ceną rosyjskiej ropy Urals a światowym benchmarkiem Brent w indyjskich portach niemal się podwoiła — z około 4 do 7 dolarów na baryłce. Oficjalnie przyczyną jest sytuacja rynkowa i nadpodaż surowca na światowych rynkach.
Jednak skutki dla Rosji są coraz bardziej dotkliwe. Indyjskie rafinerie, które już wcześniej korzystały z taniej rosyjskiej ropy, zaczęły sprzedawać część gotowych produktów paliwowych z powrotem do Rosji. Według doniesień Reutersa pierwsze dostawy benzyny miały przekroczyć 60 tysięcy ton.
Jak zauważa ukraiński politolog Wiktor Taran, dla Moskwy oznacza to szczególnie bolesny paradoks: Rosja oddaje tani surowiec, a potem płaci więcej za produkt, który powstał właśnie z tej ropy.
Problemy rosyjskiego rynku paliwowego pogłębiły się po zmasowanych ukraińskich atakach na infrastrukturę energetyczną. Wiosną uderzenia w rafinerie doprowadziły do ograniczenia produkcji benzyny. Od początku ukraińskiej kampanii przeciwko rosyjskiej infrastrukturze paliwowej zaatakowanych zostało około 24 z 33 największych rosyjskich rafinerii (zakładów o przerobie powyżej 1 mln ton ropy rocznie). Według przytaczanych danych w samym maju ucierpiało 16 zakładów, a krajowa produkcja paliwa znacząco spadła.
Braki benzyny zaczęły być odczuwalne w większości regionów Rosji. W części z nich wprowadzono ograniczenia sprzedaży, aby powstrzymać panikę i zabezpieczyć dostawy dla najważniejszych odbiorców.
Rosyjskie władze próbują zasypać lukę wszystkimi dostępnymi metodami.
Kreml próbuje załatać kryzys na kilka sposobów: zwiększa dostawy paliw z Białorusi, szuka wsparcia w Kazachstanie i importuje benzynę z Indii — kraju, który wcześniej kupuje rosyjską ropę i przetwarza ją na gotowe produkty.
Dla Rosji to bolesny paradoks. Energetyczne mocarstwo, które przez lata wykorzystywało ropę i gaz jako narzędzie nacisku, dziś samo musi sprowadzać paliwo, aby uniknąć niedoborów.
Historia z benzyną pokazuje, że rosyjska „niezależność energetyczna” coraz bardziej przypomina system oparty na obchodzeniu problemów, a nie ich rozwiązywaniu. Dawny symbol siły Kremla — surowcowa potęga — ujawnia coraz większe słabości gospodarki podporządkowanej wojnie.



