
Ochotnik pułku Kalinowskiego ps. Świteź/Archiwum prywatne
Nie podają nazwisk. Ukrywają twarze. Wiedzą, że za każdy szczegół mogą zapłacić ich bliscy na Białorusi. Żołnierze Pułku im. Kalinowskiego walczą nie tylko z rosyjską armią, ale także z reżimem Aleksandra Łukaszenki, który od lat ściga swoich przeciwników. Dla wielu z nich wojna na Ukrainie stała się dalszym ciągiem walki o wolną Białoruś.
Ich decyzja ma swoją cenę. Krewni pozostali w kraju, gdzie – jak twierdzą – byli już zastraszani i poddawani przeszukaniom. Dlatego żołnierze proszą o anonimowość, obawiając się zemsty białoruskich służb.
Wszyscy znają realia łukaszenkowskich więzień i aresztów. Wielu z nich samemu doświadczyło represji albo żyło ze świadomością, że mogą zostać zatrzymani. Wstąpienie do Pułku Kalinowskiego było dla nich naturalną kontynuacją sprzeciwu wobec dyktatury i walki o demokratyczną przyszłość Białorusi.
Hromadske rozmawiała z żołnierzami Pułku Kalinowskiego o tym, czy Białorusini zaatakują Ukrainę i czy Ukraina przeprowadzi prewencyjny atak na białoruskie rafinerie, jeśli przekaźniki na granicy, służące do naprowadzania rakiet i dronów wznowią działanie.
Po ultimatum Zełenskiego postawionym Łukaszence, napięcie między państwami wydaje się opadać. Choć eksperci uważają, że to nie potrwa długo – wszystko będzie zależało od Putina. Kreml będzie nalegał, aby Białoruś pozostała sojusznikiem Rosji, a w razie potrzeby przystąpiła do wojny.
Tymczasem Ukraina już piąty rok buduje całe obszary umocnione na granicy z Białorusią. Wciąż nie można wykluczyć, że Putin ponownie spróbuje przedostać się do Kijowa z terytorium Białorusi, a Łukaszenka ponownie zorganizuje mu bezpieczny tranzyt wojsk.
„Rosja to kraj, po którym można spodziewać się wszystkiego. Nawet jeśli jest osaczona, może zaatakować Polskę, kraje bałtyckie, szturmować Ukrainę od strony Homla czy Brześcia. Myślę jednak, że Łukaszenka na razie będzie starał się unikać takiej sytuacji wszelkimi możliwymi sposobami. Ale jeśli Rosja będzie chciała, to go zmusi, bo jest od niej bardzo zależny we wszystkim” – mówi bojownik o pseudonimie Switaź, rozważając możliwość kolejnej inwazji wojsk rosyjskich z terytorium Białorusi.
Jeśli Łukaszenka jest tak bardzo uzależniony od Rosji, to czy nie wysłałby na prośbę Putina armii białoruskiej, aby zmusić Ukrainę do walki na dwóch frontach?
Według wojskowego, który przedstawił się jako Olgierd, dla Rosji obecnie nieopłacalne jest angażowanie Białorusi w bezpośrednie działania wojenne przeciwko Ukrainie, gdyż wykorzystuje ona białoruskie zasoby w inny sposób.
„Rosja przeznacza na własne potrzeby aż 70% białoruskiego PKB – chodzi o remonty i produkcję nowego sprzętu, naprawę broni. Białorusi nie zagrażają ukraińskie drony i rakiety, więc Putin wykorzystuje jej terytorium do testowania nowego sprzętu i szkolenia swoich zmobilizowanych” – wyjaśnia Białorusin.
Brat bliźniak Olgierda, ps. Salam, rozpatruje tę kwestię z perspektywy politycznej. Według niego udział armii białoruskiej w działaniach wojennych przeciwko Ukrainie jest politycznym samobójstwem Łukaszenki. Wszak jednym z głównych fundamentów jego władzy jest teza „żeby nie było wojny”.
„W 2015 roku, gdy na Ukrainie trwała tzw. ATO, podczas wyborów prezydenckich na Białorusi Łukaszenka powiedział: «Jeśli chcecie wojny, takiej jak na Ukrainie, to głosujcie na opozycję». Kiedy rozpoczęła się pełnoskalowa wojna, powiedział to samo, dodając, że wojna była wynikiem europejskiego kursu Ukrainy.
„Jest jeszcze jeden aspekt. W lutym 2022 roku Łukaszenka wierzył w rosyjską potęgę militarną, w »Kijów za trzy dni«. Dziś już w to nie wierzy i nie chce angażować się w przegraną wojnę na Ukrainie” – mówi Salam.
Rozmówcy Hromadske wskazują, że rozważając ewentualny udział Białorusi w wojnie przeciwko Ukrainie, należy wziąć pod uwagę kilka innych czynników: brak zaufania Putina do Białorusinów, nastroje samych Białorusinów i… stan armii białoruskiej.
Według Olgierda, Putin tak bardzo nie ufa Białorusinom, że na przykład w 2022 roku nie pozwolił nawet miejscowym lekarzom odwiedzić rannych rosyjskich żołnierzy leczonych w białoruskich szpitalach – lekarze zostali sprowadzeni z Rosji. Putin nie zmusił też Łukaszenki do przyłączenia się do niego w ataku na Ukrainę w 2022 roku, kiedy wciąż wierzył w możliwość rosyjskiego zwycięstwa. Według Olgierda powodem jest to, że Putin wie, iż władca Białorusi nie cieszy się szerokim poparciem wśród obywateli swojego kraju.
„Kiedy Zełenski postawił Łukaszence ultimatum w sprawie przekaźników korygujących ruch rosyjskich dronów, zobaczyłem, co Białorusini napisali w mediach społecznościowych. Że nie potrzebują cholernej wojny, a także: «Rosjanie, sami zajmijcie się Ukrainą, nie wciągajcie nas w swoją wojnę»”.
Mężczyzna przekonuje, że w większości komentarzy można było przeczytać, że jeśli Białoruś wda się w wojnę, to Łukaszenka będzie walczył własnymi siłami.
„Oczywiście, są Białorusini, którym rosyjska propaganda wyprała mózgi, ale większość boi się wojny i nie jest gotowa walczyć za Łukaszenkę. On o tym wie i nie zaryzykuje swojej władzy” – zauważa Salam.
Inny rozmówca gazety – bojownik o pseudonimie Hetman – jest przekonany, że Łukaszenka nie będzie uzbrajał swojego rodaka do udziału w działaniach wojennych przeciwko Ukrainie, ponieważ rozumie, że Białorusini mogą skierować tę broń przeciwko niemu.
Jednocześnie rozmówcy gazety uważają udział armii białoruskiej w wojnie przeciwko Ukrainie za mało prawdopodobny, m.in. dlatego, że oceniają poziom jej zdolności bojowej jako bardzo niski.
„Jeden w dziesięciostopniowej skali” – mówią.
Salam zwraca uwagę na fakt, że białoruska armia, która potrafi biegać na poligonach podczas ćwiczeń, nie ma absolutnie żadnego doświadczenia bojowego, że nikt nie widział najnowszej białoruskiej broni na polu bitwy na Ukrainie, choć co pewien czas pojawiają się takie informacje. Jest też mało prawdopodobne, aby wojsko Łukaszenki było gotowe do prowadzenia nowoczesnej wojny dronów.
„Teoretycznie Łukaszenka może dysponować rezerwą mobilizacyjną liczącą 400 tysięcy osób. W rzeczywistości jednak ci ludzie zrobią wszystko, by nie dać się zmobilizować. Zaczną masowo opuszczać kraj, a nawet protestować. I znów pojawi się kwestia represji, by ich zmusić, a to jest kosztowne i trudne – białoruskie więzienia są już przepełnione. Innymi słowy, zmuszenie tych 400 tysięcy osób do faktycznego udziału w wojnie z Ukraińcami będzie zadaniem niewykonalnym” – uważa z kolei Switaź.
Padło pytanie, co jeśli białoruskie rafinerie będą dzielić się produktami naftowymi z Rosją, Białoruś wpuści rosyjskie wojsko na swoje poligony, a Rosja, korzystając z białoruskich przekaźników, wyśle na Ukrainę drony uderzeniowe, to czy Ukraina może zaatakować infrastrukturę, z której Rosja korzysta w interesie swojej armii?
Hetman uważa, że Ukraina ma pełne prawo ostrzeliwać Białoruś, która w 2022 roku stała się współagresorem Rosji. A jeśli wrogie wojska lub rakiety ponownie wkroczą na Ukrainę z terytorium Białorusi, Ukraina będzie miała prawo odpowiedzieć – w ramach obrony. A ponieważ obecnie nie doszło do agresji z terytorium Białorusi, Ukraina, według Hetmana, nie ma powodu, aby używać dronów przeciwko Białorusi, na przykład do ataku na jej rafinerię.
Rozmówcy publikacji uważają, że Ukraina powinna wziąć pod uwagę liczne możliwe konsekwencje użycia broni przeciwko Białorusi.
„Jeśli Ukraina wprowadzi swoje wojska lądowe na Białoruś, będzie musiała je wycofać z innych odcinków frontu. Utrzymanie okupowanego terytorium Białorusi wiąże się z wieloma problemami logistycznymi. I dlaczego? Łukaszenka nie wykazuje chęci angażowania się w wojnę. Nie zapominajmy też o Chinach, które kiedyś zainwestowały w Białoruś ogromne środki. Białoruś jest dla niej korytarzem logistycznym do Europy i Chiny nie będą chciały, aby ta droga została zamknięta z powodu wojny.
„Dlatego uważam, że Ukraina może dziś realizować swoje zadania na Białorusi bez angażowania wojsk lądowych. Na przykład, używając dronów w sposób ukierunkowany, aby zniszczyć te naprowadzacze” – mówi Salam.
Według Switazia, ostrzał białoruskich rafinerii nie stanowi dużego problemu dla Ukrainy. Jeśli jednak zakłady w Mozyrzu i Nowopołocku zostaną zniszczone, Białoruś straci paliwo na potrzeby rynku krajowego. A to tylko zwiększy jej zależność od Rosji. Rosja będzie mogła szantażować Białoruś tą zależnością, żądając pewnych ustępstw w zamian za dostawy paliw.
„Dlatego Ukraina musi działać mądrze ” – ostrzega Switaź.
Salam ma nadzieję, że sytuacja nie zajdzie tak daleko, że Ukraina zacznie ostrzeliwać Białoruś. Bardzo chciałby, aby wojna nie rozprzestrzeniła się na terytorium jego kraju.
Pytanie jak Ukraina powinna dziś budować relacje z Białorusią?
Według Olgierda, Ukraina nie powinna w niczym ufać Łukaszence – on robi i mówi tylko to, na co pozwala mu Rosja.
Jak zauważa Salam, Ukraina musi w końcu podjąć decyzję w sprawie swojej strategii wobec Białorusi, gdyż oba kraje mają wspólnego wroga — Moskwę.
„Dziś Ukraina powinna określić jasne granice, czerwone linie, których Łukaszenka nie powinien przekraczać w swoim politycznym balansowaniu między Rosją, Ukrainą i Europą. Żeby wiedział: jak tylko przekroczy te granice, ukraińskie rakiety polecą w kierunku jego rezydencji. A jeśli relacje z Cichanouską poprawią sytuację Białorusinów na Ukrainie, a w szczególności wojska, to należy je wspierać” – uważa Salam.
Rozmówcy Hromadske podkreślają, że w pułku Kalinowskiego nie ma ani jednego przypadku dezercji, bo jego ludzie wiedzieli, dokąd i po co przyszli. Kiedy ginie któryś z żołnierzy tej jednostki, jego rodziny nie otrzymują 15 milionów hrywien w postaci państwowych świadczeń. A i tak chłopaki nadal walczą. Złapanie przez Rosjan lub zaginięcie oznacza dla nich po prostu zniknięcie. Bo żaden z ich krewnych nie zgłosi tego odpowiednim służbom, i nikt nie przekazuje materiału biologicznego do analizy DNA w celu ewentualnej identyfikacji. A chłopaki nadal walczą. Walczą i zbierają pieniądze na wsparcie weteranów swojej jednostki, kiedy ci mają problemy z otrzymaniem pomocy finansowej od państwa ukraińskiego.
„Czy jestem gotów walczyć za Ukrainę za darmo, jeśli nie otrzymam nawet żołdu ani pieniędzy za odniesione rany? Myślę, że tak. Te pieniądze nie mają żadnego znaczenia. Przecież idea, dla której poszedłem na front, jest najważniejsza. Muszę wyzwolić Ukrainę spod rosyjskiej okupacji i pomóc jej w walce z rosyjskim imperializmem. Bo dla Białorusi to jest najważniejsze: jest pod rosyjską okupacją i musi być wolna” – mówi Hetman.
Białorusin jest przekonany, że większość jego rodaków jest dumna z żołnierzy Pułku Kalinowskiego. A jeśli z przyczyn losowych Pułk będzie musiał wkroczyć na Białoruś, z pewnością otrzyma pomoc od rodaków.
Materiał powstał przy wsparciu „Mediasetka”




Dodaj swój komentarz