Wybór Tallinna jako celu pierwszej wizyty zagranicznej prezydenta jest zaskakujący. Można byłoby się spodziewać którejś z dużych europejskich stolic – Londynu, Paryża czy Berlina. Tymczasem Andrzej Duda sprawił niespodziankę.
Uważam jednak, że to trafna decyzja. Wydaje mi się, że jest to próba znalezienia pewnego „złotego środka”. Z jednej strony wizyta w Tallinnie to wyraźny gest pod adresem państw naszego regionu. To oznacza, że deklaracja prezydenta w orędziu inauguracyjnym o umacnianiu sojuszu „od Bałtyku do Adriatyku”, to nie były tylko puste słowa – pisze na portalu zw.lt Dominik Wilczewski.
„Nie dramatyzowałbym, że w najbliższych miesiącach prezydent będzie omijał Wilno. Andrzej Duda i Dalia Grybauskaitė będą mieli okazję spotkać się na szczycie prezydentów państw regionu w Bukareszcie na początku listopada, być może takie spotkanie, w szerszym gronie, będzie nawet bardziej owocne i konstruktywne niż spotkanie dwustronne.
Nie jest to żaden afront pod adresem Wilna. Na wizytę na Litwie jeszcze przyjdzie czas i oby była to wizyta dobrze przygotowana, Andrzej Duda powinien wybrać się do Wilna ze szczegółowo dopracowaną agendą dotyczącą z jednej strony kwestii bezpieczeństwa czy współpracy energetycznej, a spraw polskiej mniejszości z drugiej” – WIĘCEJ.
Rozczarowania pominięciem Wilna w kalendarzu pierwszych wizyt Prezydenta Polski nie kryły wczoraj litewskie media: „Duda na Litwę na razie się nie wybiera” (DELFI), „Duda jedzie do Tallina, ale ominie Wilno” (BNS).
To, że Litwa nie należy do głównych kierunków polityki zagranicznej prezydenta Dudy, wskazuje – w opinii redaktora naczelnego tygodnika ”Veidas” Rimvydasa Valatki – na fiasko polityki zagranicznej Wilna prowadzonej przez ostatnich 6 lat.
Kresy24.pl/zw.lt

