
Aleksander Łukaszenka. Fot: belta.by
7 marca Aleksander Łukaszenka obwieścił światu, że jego służby zatrzymały osoby, biorące udział w wysadzeniu rosyjskiego samolotu A-50 w Maczuliszczach pod Mińskiem.
Jak powiedział, KGB poinformowało go, że jednym z „terrorystów” jest Ukrainiec. Oskarżył Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy i amerykańską CIA o przygotowanie operacji specjalnej przeciwko Republice Białoruś i doskonałe wyszkolenie zamachowca.
„To, co zobaczyliśmy podczas realizacji operacji na Białorusi, było naprawdę czymś niesamowitym. Zastosowano najwyższe technologie. Nauczył się tego wszystkiego nie w ciągu jednego miesiąca. Po przygotowaniu został skierowany (jak mówią w KGB) na nasz teren. Oczywiście nie mógł przekroczyć granicy z Ukrainą – jest zamknięta. Dlatego wybrano trasę Warszawa – Brześć, Warszawa – Łódź – Ryga – Psków. A potem Mińsk” – powiedział.
Nie omieszkał zaatakować krajów sąsiednich i ich przywódców;
„Jakoś jeszcze myślałem, że Ukraina potrzebuje pokoju, że Zełenski przeżywa za swój naród. Ale prezydent Zełenski to po prostu gnida. Po prostu gnida! Takie operacje nie są przeprowadzane bez zgody głowy państwa i naczelnego wodza” – powiedział Aleksander Łukaszenka.
„Cóż, wyzwanie zostało rzucone” – powiedział Łukaszenka.
Polskę i Litwę nazwał „szumowinami, które działają dziś przeciwko Białorusi”.
Podkreślił, że Białoruś nie zamierza dać się wciągnąć w wojnę (głębszą niż obecnie);
„Jeżeli oni liczą (wiem, że chcą nas wciągnąć do wojny na rozkaz Amerykanów)… Jeżeli uważacie, że rzucając to wyzwanie, wciągniecie nas jutro w wojnę, która toczy się teraz w całej Europie, mylicie się”, powiedział.
Zamiast tego zagroził emigrantom politycznym:
„Chcę jeszcze raz podkreślić, zwłaszcza miejscowym łajdakom i tym, którzy uciekli za granicę: wszyscy jesteście namierzeni, znajdziemy ich tam, za granicą. Uciekinierom (politycznym) powtarzam: Przygotujcie się, już do was przyszliśmy. I nie wyjcie. Mamy mocne nerwy, wiemy, co trzeba zrobić” – powiedział Łukaszenka.



