
Siedem godzin kontroli, przesłuchanie przez KGB, przeszukanie samochodu, prześwietlenie auta i wreszcie kontrola osobista — przy włączonych wideorejestratorach. Białorusinka opowiedziała niezależnemu portalowi MOST o tym, jak wygląda dziś przekraczanie granicy i jaka atmosfera towarzyszy powrotowi do domu.
Internetowa gazeta zauważa, że w ostatnich latach na granicy podczas przekraczania granicy białorusko-polskiej, przesłuchania KGB stały się już powszechną praktyką, czasem wielogodzinne, uzupełniane rewizjami osobistymi, ale coraz częściej czynności te są prowadzone w sposób uwłaczający ludzkiej godności — funkcjonariusze ostentacyjnie włączają kamerę i każą rozbierać się do naga.
Wprawdzie kontrola osobista istniała już wcześniej, ale zazwyczaj celnicy stosowali ją, gdy pojawiały się podejrzenia, że podróżny może przewozić narkotyki lub inne przedmioty zabronione.
Obecnie jednak praktyka ta obejmuje przede wszystkim osoby wzywane na rozmowy z funkcjonariuszami KGB.
Maria często jeździ z Białorusi do Polski i z powrotem. Kobieta przyzwyczaiła się już do przesłuchań na granicy – mówi, że wizyta w odpowiednim gabinecie stała się obowiązkowym punktem programu podczas powrotu na Białoruś. Funkcjonariusze zazwyczaj wyciągają informacje na temat celu podróży, przeglądają telefon i zatrzymują ją na godzinę lub dwie. Jednak podczas jej ostatniej wizyty do dokładnej kontroli samochodu, prześwietlenia rentgenowskiego i rozmowy z funkcjonariuszami KGB doszła jeszcze szczegółowa kontrola osobista.
Najpierw samochód Białorusinki zaprowadzono do specjalnej kabiny. Tam poproszono ją o wyładowanie wszystkich rzeczy – wszystko szczegółowo obejrzano. A potem kobietę zaprowadzono „na rozmowę”.
„Najpierw poproszono mnie o telefon. Przejrzeli tam moje lajki. Nawet nie wiedziałam, że to możliwe. Wydawało mi się, że już dawno wszystko wyczyściłam z telefonu. A oni znaleźli polubienia z 2020 roku. I mówią mi: „No to koniec, teraz pojedziesz do więzienia” — opowiada kobieta.
Najbardziej uderzyło ją nie samo przeszukanie, lecz poczucie całkowitej bezsilności wobec aparatu państwa.
Według niej cała rozmowa miała na celu zastraszenie jej i utrzymywanie w ciągłym napięciu. Kilkakrotnie powtarzano, że wezwą dla niej samochód, aby przewieźć ją do aresztu tymczasowego lub komisariatu.
Ale kobieta mówi, że w tamtej chwili nie odczuwała ani strachu, ani niepokoju.
„Bardzo mi było przykro, że jestem bezsilna wobec tego systemu. Minęło tyle czasu, a oni wciąż dręczą własny naród. Wygraliście? Tak bardzo wygraliście, że nie potraficie się uspokoić”.
Przez cały ten czas, kiedy trwało przesłuchanie, prześwietlenie rentgenowskie i wreszcie rozbieranie, dzieci czekały na nią w samochodzie. W punkcie granicznym kobieta spędziła prawie siedem godzin.
„Wcześniej często przekraczałam granicę, i to wiele razy. Celnicy zawsze byli uprzejmi, kulturalni. A jeśli widzieli dzieci, starali się szybciej wszystko sprawdzić. Teraz panuje tam sama agresja, traktują cię jak najgorszego przestępcę” — mówi Maria.



