
@euroradio
24 sierpnia w Warszawie na Placu Bankowym, przed budynkiem władz odbyła się manifestacja przeciwko przewlekłym procedurom legalizacji pobytu cudzoziemców w Polsce. Organizatorom nie sprzyjała pogoda, ale zdesperowanym ludziom to nie przeszkadzało.
Na manifestację przyszli ludzie, którzy od miesięcy, a w niektórych przypadkach nawet od lat, czekają na rozpatrzenie wniosków o pobyt i wydanie niezbędnych dokumentów. Dla wielu z nich przewlekłość procedur oznacza życie w stanie ciągłej niepewności, w strachu, że mogą zostać deportowani do raju Łukaszenki, z którego uciekli by nie trafić do więzienia.
Paradoksalnie, ich udręka odbywa się zgodnie z prawem – ze względu na dużą liczbę wniosków, rząd zezwolił podległym mu organom na nieprzestrzeganie terminów wyznaczonych na rozpatrywanie wniosków.
Protestujący skandują dziś pod hasłem: „Gdzie jest moja karta?”. Niektórzy trzymali transparenty z informacją o ponad 400 dniach, które spędzili na oczekiwaniu na rozpatrzenie wniosków o kartę pobytu.
Demonstracja odbywa się w języku polskim, a jej przesłanie skierowane jest gównie do urzędników z Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie.
Tymczasem działania prezydenta Karola Nawrockiego bardzo wyraźnie wpisują się w zapowiadany podczas kampanii kurs zaostrzania polityki wobec cudzoziemców i obywatelstwa.
Po objęciu urzędu prezydent zdecydowanie ograniczył nadawanie polskiego obywatelstwa cudzoziemcom, a szczególnie mocno widać to w przypadku Białorusinów.
Jeśli podane przez „Naszą Niwę” dane są prawidłowe, w pierwszym roku prezydentury Nawrockiego obywatelstwo z jego rąk otrzymało zaledwie dwóch obywateli Białorusi. Dla porównania, w 2024 roku, ostatnim pełnym roku prezydentury Andrzeja Dudy, było ich 166. To oznacza spadek aż 83-krotny.
Jeszcze większa różnica widoczna jest na tle wcześniejszych lat. W 2021 roku polskie obywatelstwo w trybie nadania przez prezydenta otrzymało 503 Białorusinów, a w 2019 roku – 334. Wielu z nich miało polskie korzenie i posiadało Kartę Polaka.

@euroradio

@euroradio

@euroradio


