To nie może być przypadek. W tym samym czasie w mediach w Warszawie i w Wenezueli dwaj rosyjscy ambasadorzy oskarżyli Polskę o wywołanie II wojny światowej. Obaj wygłosili rówwnież niemal identycznie brzmiącą frazę: 17 września 1939 roku nie było sowieckiej inwazji na Polskę.
W rozmowie z Brygidą Grysiak, wyemitowanej w piątek 25 sierpnia w TVN24, ambasador Rosji Siergiej Andriejew stwierdził, że Polska była odpowiedzialna za wybuch II wojny światowej, blokowała powstanie koalicji antyhitlerowskiej, a wkroczenie Armii Czerwonej do Polski 17 września 1939 roku nie było agresją, tylko “koniecznością mającą na celu bezpieczeństwo ZSRS”. (OBEJRZYJ CAŁY ZAŁĄCZONY POD TEKSTEM WYWIAD).
“Ambasador mówi to, co ma w instrukcji. Być może jest nadmiernie gorliwy i wychodzi nawet poza tę instrukcję. Tego typu tezy nie odpowiadają powszechnie rozumianemu zadaniu, jakie stoi przed ambasadorami. Misją ambasadora jest poprawiać stosunki, a nie pogarszać” – skomentował skandaliczną wypowiedź Andriejwa były minister spraw zagranicznych RP Adam Daniel Rotfeld. W poniedziałek rosyjski ambasador Siergiej Andriejew zostanie wezwany do MSZ – poinformował szef polskiej dyplomacji Grzegorz Schetyna.
Dziennikarka TVN24 rozmawiała z Andriejewem krótko po zdemontowaniu w Pieniężnie pomnika sowieckiego kata Armii Krajowej na Wileńszczyźnie, Iwana Czerniachowskiego. “Nie wiem, jak będzie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno: nigdy nie zapomnimy sytuacji z pomnikiem” – zapowiedział Andriejew.
W tym samym dniu, 25 sierpnia, rosyjski MSZ nazwał “kolejnym nieprzyjaznym krokiem” Warszawy wobec Moskwy decyzję o niewpuszczeniu do Polski objętego sankcjami Unii Europejskiej przedstawiciela anektowanego przez Rosję Krymu – “wiceprzewodniczącego krymskiej Rady Ministrów”, Gieorgija Mudarowa.
“Działania władz polskich są w istocie rażącym naruszeniem celów i zasad pracy OBWE. (…) To wydarzenie oceniamy również jako kolejny nieprzyjazny krok Polski. Odpowiedzialność za negatywne skutki dla stosunków rosyjsko-polskich spoczywa całkowicie po stronie polskiej” – oświadczyło rosyjskie MSZ.
Wygląda to jak dyplomatyczna ofensywa Moskwy oraz próba antypolskiej prowokacji. Przypomnijmy, że rosyjski ambasador Władimir Zajemskij, kierujący placówką w Wenezueli, opublikował na łamach dziennika „Correo del Orinoco” tekst „Prawda jako historyczny imperatyw”.
Pisał w nim, że II wojna światowa wybuchła na skutek współpracy Warszawy z Hitlerem i że 17 września 1939 roku nie było żadnej inwazji ZSRR na Polskę, zaś Polska, chociaż później była pierwszą ofiarą II wojny światowej, w okresie przedwojennym chciała uchodzić za wiernego sojusznika Hitlera.
Kresy24.pl



