
Aleksander Łukaszenka. Fot: PrtSc/belta.by
Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski zaapelował do mediów, aby nie nazywały Aleksandra Łukaszenki „ostatnim dyktatorem Europy”, bo… to nie fair.
„Dzisiaj na Białorusi odbywają się „wybory” prezydenckie. Czekanie na wynik jest nie do zniesienia. Swoją drogą, proszę nie nazywać Łukaszenki „ostatnim dyktatorem Europy”. To nie fair. Putin prześcignął go w kradzieżach, represjach i zbrodniach wojennych” – napisał z ironią Sikorski w portalu społecznościowym X.
Aleksander Łukaszenka zostanie dziś „wybrany” na siódmą kadencję prezydencką i po raz kolejny ukradł te wybory Białorusinom, fałszując je na nieprawdopodobną skalę, zamykając oponentów politycznych w więzieniach albo zmuszając ich do emigracji. Dyktator zlikwidował wszystkie opozycyjne partie i niezależne media. Dziś w kraju panuje strach i terror, jakikolwiek przejaw społecznego sprzeciwu, które miały miejsce po ogłoszeniu wyników wyborów w 2020 r. byłby „ samobójstwem”“.
26 stycznia, po oddaniu głosu dyktator zwołał konferencję prasową podczas której oświadczył, że wcale nie miał ochoty uczestniczyć w wyborach, ale zmusiła go do tego szefowa Rady Republiki Natalia Kaczanowa;
— Ona (Kaczanow. — wyd.) wstała pierwsza. Nigdy jej takiej nie widziałem. [ „Jak to jest, że rezygnujesz ze wszystkiego?! odchodzisz?! Nie jesteśmy dzisiaj gotowi na kolejnego kandydata” – stwierdził Łukaszenka i zapewnił, że to po tych słowach decydował się jednak wziąć udział w kolejnej kampanii wyborczej.
Polityk nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy ma plan na kolejne wybory prezydenckie, które mogłyby odbyć się w 2030 roku.
ba
