
13-osobowa delegacja afgańska odwiedziła Białoruś. Ich oficjalne źródła podają, że talibowie przybyli na zaproszenie Mińska, aby wziąć udział w pracach Wspólnej Komisji ds. Współpracy Gospodarczej i Handlowej między oboma krajami.
Poprzednie spotkanie w Mińsku odbyło się w lutym 2026 roku. Wtedy też Ministerstwo Spraw Zagranicznych rozmawiało o „intensyfikacji kontaktów” z przedstawicielami Afgańskiej Narodowej Korporacji Rozwoju, a międzynarodowe media zauważały, że reżim Łukaszenki nie widzi nic złego w dialogu z talibami.
Tym razem grupie przewodniczył Mawlawi Ataullah Omari, minister rolnictwa, nawadniania i hodowli zwierząt. W skład delegacji weszli również przedstawiciele rządu afgańskiego, przedsiębiorstw państwowych, departamentów transportu i lotnictwa cywilnego, finansów, spraw zagranicznych i handlu.
Jakie korzyści z tych relacji dostrzega reżim Łukaszenki? Czy białoruski rząd nie obawia się ich toksyczności? I czego Afganistan szuka na Białorusi?
Według historyczki i politolog Rozy Turarbekowej władze Białorusi mało interesują się kwestiami reputacji:
„Trudno zniszczyć wizerunek, którego nie ma” – zauważyła ekspertka w Euroradiu. „Ale tutaj, przede wszystkim, chciałabym odróżnić talibów i ich reżim od narodu afgańskiego. Tak jak odróżniamy Białorusinów od reżimu Łukaszenki”.
Afganistan znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji. Z powodu międzynarodowej izolacji, braku chęci współpracy z nimi i oczywiście sytuacji wewnętrznej, kraj stoi w obliczu prawdziwej katastrofy humanitarnej.
Talibowie mają trudności z rządzeniem krajem i zakazali pracy połowie populacji – kobietom – opierając się na radykalnej doktrynie islamistycznej. Do tego dochodzi problem analfabetyzmu, dlatego potrzebują zagranicznych specjalistów.
I są zmuszeni walczyć na froncie dyplomatycznym, jeśli nie o uznanie, to przynajmniej o nawiązanie jakichkolwiek stosunków roboczych. Wciskają się, gdzie tylko mogą.
Najważniejsza, i niezbyt pozytywna, zmiana w tym względzie dotyczy Rosji, gdzie talibowie przestali być uznawani za organizację terrorystyczną, a nawet nawiązują z nimi współpracę wojskowo-techniczną. Talibowie nawiązali dobre stosunki robocze z Chinami, które uczestniczą w rozwoju szeregu ważnych złóż ropy naftowej.
Jednocześnie pojawiają się bardzo poważne pytania dotyczące projektów infrastrukturalnych i ich rozwoju. Ruch talibów jest uznawany za organizację terrorystyczną przez wiodące kraje, w tym Stany Zjednoczone. Chociaż talibowie niedawno zwrócili się do Donalda Trumpa z propozycją powrotu do Afganistanu – o ile rozumiem, chodziło o pomoc techniczną.
Nawet Bruksela niedawno je zaakceptowała, choć wywołało to skandal i burzliwe debaty w Parlamencie Europejskim, a niektórzy posłowie do PE przeprosili afgańskie kobiety.
Czego talibowie potrzebują w Mińsku? Po pierwsze, mówi Roza Turabekova, to jedno z niewielu miejsc, gdzie zawsze są mile widziani. Po drugie, nie tylko są mile widziani, ale nigdy nie zostali uznani za organizację terrorystyczną (Łukaszenka powtórzył to już w 2021 roku, po szybkim dojściu talibów do władzy).
Ale już wcześniej, jak przypomina ekspertka, oba kraje zaczęły rozwijać stosunki przy aktywnym udziale Uzbekistanu:
„Wiem na pewno, że Uzbecy zapewnili swoją infrastrukturę, a białoruskie towary docierały do Afganistanu w pewnych ilościach aż do 2021 roku. Znają więc nasze produkty i chcieliby je nadal otrzymywać. Przybyła więc liczna delegacja, na czele której stał minister rolnictwa. Co ciekawe, w jej skład weszli również wiceszefowie wszystkich kluczowych departamentów, w tym Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ministerstwa Finansów”.
Dziś, jak wiemy, Uzbekistan powrócił na Białoruś: przybyli migranci zarobkowi, uzbeckie firmy interesują się rolnictwem, a w Grodnie i Mińsku powstały uzbeckie domy handlowe. Być może w ich ślady poszli Afgańczycy.
Ale jeszcze ciekawszym punktem, zauważyła Turarbekowa, jest milczenie aparatu propagandowego – ani państwowa agencja prasowa Biełta, ani służba prasowa Rady Ministrów, ani białoruskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie poinformowały o spotkaniu ze stroną afgańską. Można się zastanawiać, skąd ta tajemnica, skoro nawet Europa, z pragmatycznych powodów, podejmuje dialog z tak odrażającymi grupami, które doszły do władzy w Afganistanie? I to jest ważne pytanie.


