
Fot – screen: TV Dożdż / CurrentTime.tv / Instagram
Żadnych wezwań do komisji wojskowych, żadnej oficjalnej mobilizacji, żadnego udziału policji i żandarmerii. Jakieś nieznane mięśniaki w dresach łapią cię na ulicy, a nawet wyciągają z domu, pakują do busa i wkrótce jesteś na froncie. W Rosji ruszyła “busyfikacja”.
Rosyjska TV Dożd alarmuje, że reżim Putina wdrożył nowy, niezwykle brutalny sposób pozyskiwania żołnierzy, by uzupełnić straty na froncie. Do drastycznych scen dochodzi m. in. w Penzie. Nie wojsko, nie policja, ale wynajęci cywile zgarniają młodych ludzi z ulic, wyciągają z mieszkań i siłą ładują do minibusów.
Następnie wiozą ich do wojskowego biura, gdzie grożąc śmiercią im lub ich bliskim, wszczęciem fikcyjnej sprawy karnej, a nawet biciem usiłują zmusić swoje ofiary do podpisania kontraktu na służbę wojskową bez żadnych wypłat. A potem droga na front stoi już otworem.
Nie wiadomo, kim są napastnicy, czy to funkcjonariusze w cywilu, czy po prostu wynajęte bandziory. Zauważono tylko, że busy, którymi jeżdżą, mają tablice rejestracyjne lokalnej administracji. Nawet jeśli ktoś się zaprze, nie podpisze kontraktu i go w końcu wypuszczą, możliwości złożenia skargi na taką brutalność realnie nie ma.
Owszem ludzie próbowali, ale nie dostali żadnej odpowiedzi. Można pójść na policję i złożyć doniesienie, że na ulicy napadła cię i uwięziła banda “sportowców”. Tylko kto będzie przyjmował to doniesienie? Ten sam funkcjonariusz, który dzień wcześniej “po cywilu” pakował cię do tego busa?
Porwali cię “nieznani sprawcy”? Nic nam o tym nie wiadomo. Oficjalnie ci ludzie nie działają w imieniu państwa, oczywiście nie legitymują się. Klasyczna rosyjska metoda “to nie my, nas tam nie ma”.
O ile jednak złapać przechodnia na ulicy jest łatwo, to wyciągnąć człowieka z własnego mieszkania trudniej. W takim przypadku władze stosują metodę “półoficjalną”. Do drzwi dzwoni umundurowany posterunkowy i każe ci wyjść na ulicę. A kiedy już tam jesteś, to policjant gdzieś znika, a dopadają cię wspomniani “sportowcy”.
Obecne łapanki uliczne w Penzie to eksperyment – władze chcą sprawdzić, jak na taką bezpośrednią przemoc zareaguje społeczeństwo. Jeśli nie będzie żadnych głośnych protestów, to po wrześniowych wyborach parlamentarnych taka akcja ruszy w całej Rosji – przewiduje publicysta Denis Popowicz.
Jeśli jej ilościowe wyniki zadowolą Putina i uda się w ten sposób siłą wcielić do wojska 300-500 tysięcy ludzi, to nie będzie nawet musiał ogłaszać oficjalnej mobilizacji. A jedyny koszt to płacenie bandziorom za łapanie ludzi na ulicach – o wiele taniej, niż płacenie dobrowolnym ochotnikom do wojska w ramach normalnego kontraktu.


