
Ołeksandr Zinczenko. Zdjęcie: Anastasia Mantach, Suspilne
„Niektórzy Polacy wyglądają dziś jak Niemcy z początku lat 30. XX wieku. Tylko zamiast Żydów są tam Ukraińcy” – to słowa ukraińskiego historyka i publicysty Ołeksandra Zinczenki. Opisuje, jak z perspektywy Kijowa zmienił się obraz Polski – kraju, który — jak twierdzi, był kiedyś dla Ukraińców symbolem wolności i dobrobytu, a dziś….
Zinczenko zaczyna wpis na Facebooku (przedrukowany przez wiodące portale, min. Gordon.ua, obozrevatel.ua i popularny historyczny portal istpravda.com.ua) od osobistych wspomnień z Londynu sprzed kilkunastu lat. Opisuje polskich, wulgarnych rzekomo emigrantów, którzy wszędzie gdzie są głośno rozmawiają po polsku, przeklinają, i nie ukrywają swojej narodowości.
„Mógłbym przytoczyć kilka mniej lub bardziej komicznych epizodów, które wynikały z faktu, że Polacy mają zwyczaj dość głośno mówić swoim językiem za granicą, przekonani, że niewiele osób ich rozumie. To sprawia, że Polacy są bardzo zauważalni. Nieważne, gdzie to się dzieje – w Szwajcarii, nad Rochers de Née, na plaży w Sandvik, w Oslo czy na lotnisku w Luton. Za każdym razem było głośno, komicznie, a w przypadku Luton wezwano policję. Bo facet tak się upił i awanturował, że nie dało się go uspokoić bez policji. Ale w żadnym wypadku nikt nie powiedział Polakom: „Spadajcie, jedźcie do Polski!”.
Zinczenko uświadamia ukraińskich czytelników, że Polacy zostali przyjęci w Europie „z całym swoim bagażem historii” – zarówno bohaterami, jak i ciemnymi kartami przeszłości – i nikt nie wymagał od nich wyrzeczenia się własnej tożsamości.
„Polacy zostali przyjęci do Unii Europejskiej z całym bagażem: z Solidarnością i współudziałem w Holokauście, Romanem Dmowskim i Czesławem Miłoszem, Bolesławem Kominkiem i Zygmuntem Łupaszką, ich aniołami i demonami, polską megalomanią i kompleksem ofiary, z całym blichtrem i wszystkimi obrzydliwościami, które Polska odziedziczyła po historii.
— Z niezdolnością do przebaczania. Tak, Polacy nie potrafią przebaczać. Pomimo milionów codziennych powtórzeń „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, istota tego postulatu wyparowała z codziennych rytuałów znacznej części polskiego społeczeństwa”.
Historyk podkreśla, że jeszcze kilkanaście lat temu Ukraina patrzyła na Polskę z podziwem.
„Piętnaście lat temu Polska była świetlanym przykładem transformacji gospodarczej i społecznej. Dla Ukraińców polskie rozwiązania wydawały się wzorem do naśladowania.”
Jego zdaniem dziś ten obraz całkowicie się zmienił.
„Ja od kilku lat czuję się zdezorientowany: jak to się stało, że społeczeństwo, które pod wieloma względami było wzorem dla Ukraińców, stało się tym, czym się stało?”
Jednym z głównych zarzutów Zinczenki jest przekonanie, że część polskiego społeczeństwa buduje swoją tożsamość na poczuciu historycznej krzywdy.
„Ale potem demony się obudziły. Znaczna część Polaków łączy poczucie wyższości wobec Ukraińców z własnym poczuciem bycia ofiarą. To dość schizofreniczna kombinacja, ale tak właśnie jest. Polacy sakralizują własną ofiarność, czyniąc ją kluczowym elementem swojej tożsamości narodowej”.
Według autora prowadzi to do niebezpiecznego mechanizmu szukania winnych. Jego zdaniem, Ukraińcy próbują uporać się z traumami przeszłości, zaś Polacy sakralizują swoje od dziesięcioleci.
„A ofiara nigdy nie jest odpowiedzialna za własne błędy. Ofiara jest nieomylna. To imperatyw bycia ofiarą” — diagnozuje nas ukraiński historyk.
Największe kontrowersje wywołują jednak słowa, w których historyk porównuje współczesne nastroje w Polsce do Niemiec sprzed II wojny światowej.
„Nazizm zrodził się z niemieckiego poczucia urazy narodowej po I wojnie światowej. Niemcy czuli się ofiarami i musieli znaleźć winowajcę. Znaleźli Żydów.”
Po czym dodaje:
„Znaczna część polskiego społeczeństwa przypomina dziś Niemców z początku lat 30. XX wieku. Tylko zamiast Żydów polska skrajna prawica ma Ukraińców.”
— Nazizm zrodził się z niemieckiego poczucia urazy narodowej po I wojnie światowej. Niemcy czuli się ofiarami okoliczności, niesprawiedliwości i okrutnego losu. Musieli znaleźć winowajcę. Znaleźli Żydów. Znaczna część polskiego społeczeństwa przypomina dziś Niemców z początku lat 30. XX wieku. Tylko zamiast Żydów polska skrajna prawica ma Ukraińców. Kiedy widzę dziś w polskiej prasie doniesienia o tym, że kult neonazistowski rodzi się nie w Polsce, ale na Ukrainie, czuję się zdezorientowany: ponieważ to właśnie to, co psychologowie nazywają „projekcją” – psychologicznym mechanizmem obronnym, w którym człowiek nieświadomie przypisuje innym swoje uczucia, myśli, lęki lub pragnienia.
W Polsce dziś co piąty człowiek głosuje na neonazistów: są reprezentowani w Sejmie, Parlamencie Europejskim i samorządzie. Pokażcie mi choć jednego neonazistę w ukraińskim parlamencie! Nie. Na Ukrainie idee skrajnie prawicowe są niepopularne. W Polsce idee neonazistowskie są w modzie. I widzimy to codziennie w polskich mediach: przemoc słowna przerodziła się w przemoc fizyczną. Kiedy czytam w polskiej prasie o „fali nienawiści wobec Polaków” na Ukrainie, nawet nie wiem, jak to nazwać! Bo to nawet nie jest projekcja; to hucpa. To, co narasta na Ukrainie, to nie fala nienawiści do Polaków, ale fala rozczarowania Polakami. I nawet nie rozczarowanie – dezorientacja! Ja na przykład od kilku lat czuję się zdezorientowany: jak to się stało, że społeczeństwo, które pod wieloma względami było wzorem do naśladowania dla Ukraińców, stało się tym, czym się stało?!
To najbardziej kontrowersyjny fragment całego tekstu i zapewne wielu Polaków uzna go za niesprawiedliwy lub krzywdzący. Jest to jednak opinia autora, która pokazuje Polskę oczami ukraińskich elit.
Zdaniem Zinczenki Ukraina zjednoczyła się pod wpływem wojny, podczas gdy Polska coraz bardziej pogrąża się w politycznej polaryzacji. Historyk ostrzega, że podobny podział społeczeństwa miał miejsce w Polsce w latach 30. XX wieku i zakończył się katastrofą w 1939 roku.
„W podobnych warunkach, w lutym 2022 roku, państwo ukraińskie nie tylko przetrwało, ale zaczęło straszyć polską prawicę swoją siłą geopolityczną i militarną. W podobnych okolicznościach Polska w 1939 roku znalazła się w sytuacji, w której wojsko złożyło broń, a rząd i prezydent uciekli z kraju”.
Jego zdaniem pielęgnowany przez część Polaków „kompleks ofiary” osłabia państwo i czyni je bardziej podatnym na współczesne zagrożenia.
Historyk kończy swój tekst radą.
„Polskie społeczeństwo musi poważnie nad sobą popracować.”
I dodaje:
„Ksenofobia, ukrainofobia i antysemityzm z pewnością nie są wartościami, na których zbudowana jest zjednoczona Europa.”
A na końcu stawia tezę;
„Polska obrała złą drogę”.

Dodaj swój komentarz