
Rosyjscy najeźdźcy. Fot. www.facebook.com/GeneralStaff.ua
Rosyjskie władze wysyłają na wojnę z Ukrainą nie tylko więźniów, ale także narkomanów i chorych na żółtaczkę. Na jednym z poligonów w Kraju Ałtajskim naliczono ponad 300 takich „rekrutów”.
„Na jednym z poligonów wschodniego okręgu wojskowego w Kraju Ałtajskim szkoli się ponad 300 osób, które podpisały kontrakt z siłami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej. Wśród rekrutów są byli więźniowie, mężczyźni o niskim statusie społecznym bez dokumentów osobistych, narkomani i pacjenci z żółtaczką” – czytamy w komunikacie Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy na Facebooku.
Większość „rekrutów” zwróciła się do placówek medycznych o pomoc w leczeniu, aby opóźnić wysłanie ich na tereny działań wojennych na terytorium Ukrainy.
Od roku Rosja prowadzi tajną mobilizację w celu uzupełnienia rzeszy „mięsa armatniego” na wojnę z Ukrainą. Oficjalnie rosyjskie władze ogłosiły mobilizację tylko raz – we wrześniu 2022 roku. W ramach częściowej mobilizacji planowano zwerbować do 300 tys. osób. W tym samym czasie wódz prywatnego przedsiębiorstwa wojskowego „Wagner” Jewgienij Prigożyn prowadził w więzieniach własną mobilizację, obiecując ułaskawienia. Po odcięciu Prigozyna od możliwości rekrutowania w zakładach karnych, inicjatywę w tej sprawie przejęło rosyjskie ministerstwo obrony.
W maju br. Prigożyn powiedział, że Putin nie ma innego wyjścia, jak tylko ogłosić powszechną mobilizację.
Dziennikarze dowiedzieli się również, że na wojnę na Ukrainie rekrutowani są nawet obywatele Nepalu, którzy przybyli do Rosji na studia.
Opr. TB, www.facebook.com/GeneralStaff.ua



