
Collage / media społecznościowe
Rosjanie powinni ślepo słuchać i podporządkować się władzy i w żadnym razie nie próbować sami myśleć – takie słowa padły z ust protojereja Andrieja Tkaczowa, osławionego proboszcza Cerkwi Świętej Trójcy w dzielnicy Basmannyj w Moskwie.
Według niego, krytykowanie władzy to taki sam grzech jak złamanie przykazania “czcij ojca i matkę swoją” i to właśnie z tego powodu wybuchały w Rosji wszystkie bunty.
“Każda krytyka władzy państwowej lub cerkiewnej to podszept Szatana. Nie ma dla nich nic świętego. Uważają, że tam na górze są sami durnie. Każdego, kogo Bóg postawił nad tobą, każdą władzę trzeba czcić jak matkę i ojca. A oni jej złorzeczą i otwierają przeciwko niej swoje gęby ze zgniłymi zębami” – pomstował prawosławny pop na krytyków rosyjskiego reżimu.
Oburzał się też, że “zamiast słuchać władzy, ludzie próbują samodzielnie myśleć”. Wtóruje mu jego “kolega po fachu”, pop Aleksandr Siergiejew, którego najbardziej oburza, że “ludzie pytają o różne rzeczy w Internecie i formułują własne poglądy, zamiast słuchać, co mówią im ich przywódcy i przełożeni”. Według niego, to także jest grzechem.
“No tak. Ale co w sytuacji, gdy ojciec i matka też są przeciwko władzy? Kogo wtedy szanować i słuchać? Ich, czy Putina?” – zauważył ktoś przytomnie na jednym z niezależnych forów.
Ale co tu się dziwić, skoro sam najwyższy przełożony obu tych popów – patriarcha Cyryl, dawny tajny szpicel sowieckiego KGB, raz po raz błogosławi bomby atomowe i Putina za to, że prowadzi “świętą wojnę”. Według patriarchy, wszyscy Rosjanie powinni mu być za to wdzięczni.
Inni komentatorzy oceniają ten prawosławny kult nowego niewolnictwa bardziej dosadnie. “Rosyjska Cerkiew Prawosławna od dawna nie jest żadnym chrześcijańskim kościołem. To struktura FSB i rosyjskiej propagandy, narzędzie służby wojnie. To oni są sektą Szatana i będą smażyć się w Piekle” – takie i podobne głosy pojawiają się najczęściej.


