
Collage / evocation.info, Army.mil – J.Everett – Digital Media Division (domena publiczna)
Rosyjski generał utknął w Caracas jak mucha w sieci i z niepokojem czeka kiedy zapukają do niego Amerykanie.
Rosyjski generał Oleg Makarewicz, który za klęskę jego zgrupowania “Dniepr” na Ukrainie i utratę Chersonia został przez Kreml “zesłany” do Wenezueli, miota się rozpaczliwie bezskutecznie usiłując stamtąd wyjechać.
Według ukraińskiego wywiadu, Makarewicz już na przełomie listopada i grudnia przeczuwał chyba, że dni reżimu Maduro są policzone i prosił Moskwę, by pozwoliła mu wrócić do kraju. Nie dostał jednak zgody.
Kazano mu dalej siedzieć w Caracas i dowodzić podległą mu grupą 120 rosyjskich instruktorów i techników wojskowych szkolących wenezuelską armię. Potem prosił jeszcze raz i znów odmowa.
Po amerykańskim ataku na Wenezuelę i schwytaniu Maduro w nocy na 3 stycznia, rosyjski generał ponownie usiłował wyjechać i znowu mu nie pozwolono – informuje ukraiński ekspert Ołeksandr Kowalenko.
Makarewicz siedzi więc w swoim gabinecie, pali papiery i z niepokojem czeka, kiedy wyrzuci go stamtąd CIA lub amerykańscy doradcy wojskowi. A pojawią się oni tam nieuchronnie, jeśli wenezuelskie władze ugną się pod presją Donalda Trumpa i przekażą Stanom Zjednoczonym tymczasowe administrowanie krajem.
Pytanie, co będzie jeśli nawet wtedy Kreml nie pozwoli mu wyjechać?
Zobacz także: Wenezuela ma jeszcze dużo broni. To świetna wiadomość dla USA
KAS



