
Portyk dorycki na głównej fasadzie posiadłości Łabockich w Ciasnówce przed jej zniszczeniem. 2015. Zdjęcie: azarkinm.livejournal.com
To nie wygląda już na zwykłe zaniedbania konserwatorskie. Reżim Aleksandra Łukaszenki uruchomił machinę, w której wszystko, co przypomina o polskich i europejskich korzeniach Białorusi, musi zostać uznane za niebyłe; zburzone i zapomniane.
Kanał „Spadczyna” (Dziedzictwo) opublikował dokument podpisany przez wiceprzewodniczącego Mińskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego Aleksandra Iljasiewicza, skierowany do kierownictwa władz rejonowych i miejskich na Białorusi.
Cytowany przez „Naszą Niwę” dokument, już w pierwszym akapicie wskazuje, że prace prowadzone są w celu „wypełnienia wytycznych Rady Ministrów w sprawie wyłączenia niektórych nieruchomych dóbr materialnych o wartościach historycznych i kulturowych”. Chodzi o przygotowania dokumentacji umożliwiającej wykreślenie zabytków z państwowego rejestru. Pokazuje to, że skrócenie listy zabytków jest scentralizowaną inicjatywą rządu, a nie decyzją lokalnych urzędników.
Portal „Nasza Niwa” alarmuje, że skala zagrożenia jest szczególnie widoczna w jednym z rejonów, gdzie niemal wyłącznie celem są dawne majątki szlacheckie.

W 2017 roku zawalił się klasycystyczny portyk majątku Łabockich w Ciasnówce, ale lokalne władze ponownie nie podjęły żadnych działań ani przed, ani po tym incydencie. Teraz skutki ich bezczynności staną się formalną podstawą do odebrania statusu chronionego. Zdjęcie: heritage.gov.by
Tylko w rejonie kleckim chodzi o siedem obiektów, wśród nich historyczne siedziby polskiej szlachty.
Władze planują odebrać ochronę m.in. pałacowi Radziwiłłów w Radziwiłłmontach, pozostałościom folwarku Wojniłowiczów oraz dworom Jaleńskich, Wendorffów, Czarnockich i Łabockich.
To właśnie ten aspekt jest najbardziej wymowny. Wykreślane są niemal wyłącznie zespoły dworsko-parkowe związane z dawną szlachtą, a więc z warstwą społeczną, której historia jest nierozerwalnie związana z Rzeczpospolita i Wielkim Księstwem Litewskim. Z dziewięciu takich obiektów w rejonie kleckim ochronę straci sześć – aż dwie trzecie.

Czterokolumnowy portyk posiadłości Jaleńskich w Tuczy. Zdjęcie: poshyk.info
Co więcej, na celowniku znalazły się nawet zabytki o znaczeniu ogólnokrajowym, to np. dawna siedziba Radziwiłłów w Radziwiłłmontach i folwark Wojniłowiczów w Kuncowszczyźnie.
To wpisuje się w szerszą politykę historyczną władz w Mińsku. Jak zauważa „Nasza Niwa”, po politycznym kryzysie 2020 roku reżim jeszcze mocniej związał się z rosyjską narracją historyczną. Europejska przeszłość Białorusi – Wielkie Księstwo Litewskie, Rzeczpospolita, miejscowa szlachta i katolicka tradycja – zaczęła być przedstawiana jako źródło „polskości”, a więc potencjalnej nielojalności wobec obecnego państwa.
Łukaszenka osobiście dał sygnał do tej zmiany. W 2022 roku mówił o „zbyt wielu” portretach polskiej i litewskiej szlachty. W oficjalnej narracji okres Rzeczypospolitej zaczęto przedstawiać jako czas „polskiej okupacji i etnocydu Białorusinów”. Dawna arystokracja została wypchnięta poza definicję własnej historii, a jej dziedzictwo zaczęto traktować jako obcy, niemal kolonialny element.

Browar w majątku Obuchowiczów w Wielkiej Lipie przed wyburzeniem. Zdjęcie: Google Maps
Za tą zmianą narracji poszły konkretne działania. Z przestrzeni publicznej zaczęły znikać ślady polsko-białoruskiej historii: pomniki powstańców 1863 roku, tablice upamiętniające powstania, miejsca związane z Tadeuszem Kościuszką i Konstantym (Kastusiem-biał.) Kalinowskim. W 2025 roku w Małych Siechnowiczach usunięto popiersie Kościuszki i poświęconą mu ekspozycję. W 2024 roku w Kobryniu zmieniono nazwę ulicy Kalinowskiego.
Władze uderzają nawet w wydarzenia przypominające o wspólnym dziedzictwie Polski i Białorusi. W tym roku odwołano festiwal rekonstrukcyjny „Nasz Grunwald”, poświęcony zwycięstwu połączone wojska polsko-litewsko-rusko-tatarskich pod dowództwem Władysława Jagiełły nad wojskami zakonu krzyżackiego.

Dwór Puzynów w Hrymiaczu, któremu urzędnicy planowali wcześniej odebrać status chronionego. Zdjęcie: Wirtualny Brześć
Najbardziej cyniczny mechanizm dotyczy jednak samych zabytków. Część z nich przez lata pozostawiano bez remontów i ochrony, a gdy popadły w ruinę, ich stan stał się argumentem za wykreśleniem z rejestru. Tak było z wiatrakiem w Szajkach i dworem Łabockich w Ciasnówce. W Radziwiłłmontach wcześniej rozebrano kilka XIX-wiecznych budynków i wycięto 52 drzewa w historycznym parku.
A potem przychodzi kolejny etap: buldożery. „Nasza Niwa” wskazuje przykłady obiektów, które po utracie ochrony zostały szybko zburzone – m.in. dwór Orlickich pod Połockiem oraz historyczny kompleks w Peczersku pod Mohylewem.
W efekcie wykreślenie z państwowego rejestru może być nie końcem ochrony, lecz początkiem końca samego zabytku. A w przypadku szlacheckich dworów i pałaców oznacza to coś więcej niż utratę kilku starych budynków. To fizyczne wymazywanie śladów epoki, w której ziemie dzisiejszej Białorusi były częścią wspólnego świata kresów.

Majątek rodziny Orlickich we wsi Dwor-Homel koło Połocka został zburzony natychmiast po tym, jak nie przyznano mu statusu chronionego. Zdjęcie: fotobel.by

Turyści na miejscu zburzonego majątku rodziny Orlickich we wsi Dwor-Homel. Zdjęcie: kanał telegramowy „Dziedzictwo”
Na tle sąsiednich państw skala zaniedbań jest tym bardziej uderzająca. Białoruski państwowy rejestr obejmuje około 5600 obiektów, podczas gdy w znacznie mniejszej Litwie chronionych jest ponad 26 tys. zabytków, a w Polsce – dziesiątki tysięcy. Tymczasem Mińsk nie tylko nie rozszerza ochrony, ale przygotowuje kolejne wykreślenia.
Jeśli ta polityka będzie kontynuowana, z białoruskiego krajobrazu mogą znikać kolejne materialne dowody na to, że historia tego kraju nie zaczęła się od imperium rosyjskiego ani Związku Sowieckiego. I właśnie dlatego polski oraz europejski ślad w tej historii stał się dla reżimu tak niewygodny.


