
Fot: SB.by
Skutki są tragiczne. Tak potężnego uderzenia żywiołu nie pamiętają tu najstarsi mieszkańcy.
Potężny huragan spustoszył 14 lipca południowo-wschodnią Białoruś. Połamane i wyrywane z korzeniami drzewa padały na domy i samochody, wiatr zrywał dachy. Na razie wiadomo, że zginęły co najmniej 3 osoby, w tym dziecko, a kolejnych 5 zostało rannych, w tym aż czworo dzieci.
Żywioł powalił też linie energetyczne. Bez prądu i wody jest 1.150 miejscowości, w tym kilka większych miast: Mozyrz, Jelsk, Kalinkowicze, Lelczyce, Narowla. Ludzie stoją w długich kolejkach, czekając aż lokalne władze dowiozą cysterny z wodą.
Z powodu braku zasilania stanęła wielka rafineria w Mozyrzu i szereg innych zakładów. Gubernator Homla Iwan Krupko ogłosił stan wyjątkowy. Służby energetyczne, ratownicze i milicja pracują w reżimie całodobowym.
Zdaniem ekologów, spustoszenie byłoby mniejsze, gdyby nie masowa wycinka lasów przez miejscowe władze w ostatnich latach, gdyż na otwartej przestrzeni nic już nie zatrzymuje silnego wiatru.
KAS

