
Jesse Eisenberg i Konstanty Czawaga w Nahaczowie, z archiwum Konstantego Czawagi © 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone
Jesse Eisenberg jako wolontariusz w Ukrainie
Jesse Eisenberg, gwiazda Hollywood, dołączył do amerykańskiej ekipy The Campfire Project, która w Nahaczowie koło Jaworowa poprowadziła warsztaty terapeutyczno-artystyczne dla blisko 80 ukraińskich dzieci. Organizacją i logistyką przedsięwzięcia zajęły się Fundacja Humanitarna Folkowisko z województwa podkarpackiego oraz organizacja społeczna Folkowisko.UA z obwodu lwowskiego.
– Na tej ławce wczoraj siedział Jesse Eisenberg – mówi do mnie Marcin Piotrowski, prezes Stowarzyszenia Folkowisko, gdy rozmawiamy na jego chutorze Gorajec koło Lubaczowa na Podkarpaciu.
Wiedziałem już, że znany amerykański aktor wraz z całą ekipą z USA przekroczył granicę i jest w Ukrainie, w Nahaczowie. Po powrocie do Lwowa z powodów bezpieczeństwa nie mogłem od razu pojechać do tej miejscowości, gdzie zorganizowano obóz dla dzieci. Umówiłem się na spotkanie i wywiad dopiero na sam koniec, tuż przed ich wyjazdem z Ukrainy.
Droga na spotkanie z wolontariuszami amerykańskimi okazała się wyzwaniem. Dotarłem autobusem rejsowym do Jaworowa, jednak spóźniłem się tam na autobus do Nahaczowa. Zaczyna się wyścig z czasem. Chodzę między zaparkowanymi samochodami i busikami, podpytuję kierowców, czy ktoś nie jedzie w tamtym kierunku.
– Za pięć minut ja pojadę – odpowiada w końcu jeden z nich, rzucając na mnie uważne spojrzenie. – To Panu może trzeba do szkoły, gdzie Amerykanie prowadzą z dziećmi warsztaty?
Potwierdzam. Twarz kierowcy natychmiast się rozjaśnia.
– O, tam jest też moja wnuczka! Zrobiła sobie zdjęcie z jakimś aktorem. Dzisiaj będą tam pokazywać, czego się nauczyli.
Wskakuję do busa. To niesamowite, jak wieść o nowojorskich artystach i gwiazdorze z Hollywood zrosła się z codziennością tej przygranicznej okolicy. Choć od linii frontu są stąd setki kilometrów, wojna i tak tu dotarła. Nie spadają tu bomby, a na niebie nie słychać samolotów. Wojna sączy się tu jednak codziennie wzdłuż drogi prowadzącej przez wioskę w kierunku pobliskiego przejścia granicznego Hruszów – Budomierz.
Od czasu pełnoskalowej inwazji rosyjskiej pociągnęły tędy sznury samochodów i autobusów pełnych uchodźców ze wschodniej Ukrainy. Dzieci patrzą na ten niemy dramat przez płoty swoich podwórek.
Drugą twarzą tego wiejskiego stresu jest uderzająca pustka. W Nahaczowie brakuje mężczyzn. Jedni walczą na froncie, inni uciekli za granicę, a jeszcze inni – sparaliżowani lękiem przed mobilizacją – od miesięcy ukrywają się w domach. Ciężar utrzymania wszystkiego spadł wyłącznie na kobiety. Ten permanentny, cichy stres matek błyskawicznie rezonuje w ich dzieciach – widać go w spiętych ramionach maluchów i ich zbyt dorosłych, smutnych spojrzeniach.
The Campfire Project
I właśnie w tę rzeczywistość weszła ekipa z The Campfire Project. Jest to międzynarodowa organizacja humanitarna założona w 2017 roku przez amerykańską aktorkę Jessicę Hecht wspólnie z producentką teatralną Jenny Gersten. The Campfire Project zajmuje się organizowaniem terapeutycznych programów artystycznych i wsparcia psychicznego dla uchodźców, osób ubiegających się o azyl oraz dzieci dotkniętych skutkami wojen i kryzysów na całym świecie. Organizują wyjazdy do obozów dla uchodźców i regionów kryzysowych. Prowadzą zajęcia z zakresu tańca, teatru, muzyki i rysunku, które pomagają radzić sobie z traumą.
– Z pewnością mieliśmy ogromne szczęście, że nas znaleźli – powiedziała Marianna Iwanowicz, prezes Centrum Edukacji Transgranicznej w Nahaczowie. – Zostaliśmy im poleceni przez naszych byłych partnerów.
Mariana Iwanowicz ma doświadczenie w pracy z dziećmi, zarówno lokalnymi, jak i pochodzącymi ze strefy przyfrontowej, które organizacja Folkowisko zaprasza na obozy do Polski.
– Uzgodniliśmy z dyrektorem szkoły, że będą się tam odbywać zajęcia, a także ustaliliśmy kwestię wyżywienia dzieci – mówiła dalej Mariana Iwanowicz. – Cały program edukacyjny przygotowała organizacja The Campfire Project. Całkowicie im zaufałam, bo wiedziałam, że wszystko zorganizują tak, jak trzeba. I wszystko poszło dobrze. To wszystkie dzieci ze wsi Nahaczów. Jest to dość duża wieś – do szkoły uczęszcza 500 dzieci, ale do obozu udało nam się zaprosić tylko 80, w wieku od 6 do 15 lat. Wśród nich są dzieci z rodzin wielodzietnych, a także takie, których rodzice walczą na froncie. Nie dokonywaliśmy specjalnej selekcji, tylko przyjęliśmy tych, którzy szybciej się zarejestrowali. Zajęcia odbywały się od poniedziałku do piątku. Pracowaliśmy od godziny 10:00 do 13:30. W ciągu dnia dzieci uczestniczyły w trzech różnych zajęciach: z fotografii, tańca, a także dramaturgii i teatru. Na każdych zajęciach w ciągu tygodnia przygotowywały numer, który dzisiaj zaprezentowały podczas spotkania finałowego.
Pierwszy z wolontariuszy, kogo spotykam w szkole to Kostas Follas. Pochodzi z rodziny greckiej, która osiedliła się w Polsce. Od lat mieszka i rozwija swoją karierę artystyczną w USA, współpracując z nowojorskim środowiskiem artystycznym powiązanym z założycielką The Campfire Project. Reżyser i dokumentalista, podczas misji w Nahaczowie zarządzał akcją, w której ukraińskie dzieci otrzymały swoje pierwsze aparaty fotograficzne. Na korytarzu i klatce schodowej można było zobaczyć cała galerię ich pierwszych prac.
W Nahaczowie obecna była również założycielka i liderka The Campfire Project, znana amerykańska aktorka Jessica Hecht. Pracowała ona na miejscu z dziećmi ramię w ramię z pozostałymi wolontariuszami. Zapytana o sens prowadzenia takich warsztatów w cieniu trwającej wojny, wyjaśniła:
– Wiele osób uwielbia tworzyć: grać na scenie, śpiewać, tańczyć czy malować. Przyjeżdżamy więc w strefy konfliktów i staramy się jednoczyć ludzi wokół twórczości. Pod względem efektów przypomina to psychoterapię.
Alexandra Zaslav, terapeutka zajęciowa oraz artystyczna zaangażowana w programy wsparcia psychicznego bacznie obserwuje dzieciaków pod kątem ich stanów emocjonalnych.
– Ukraińskie dzieci, z którymi pracowaliśmy, są niesamowicie ciepłe i otwarte – zaznaczyła. – Ogólnie rzecz biorąc, w warunkach wojny, konfliktów czy nieustannego stresu, dzieci bardzo potrzebują zwyczajnych, normalnych momentów w życiu. Doświadczeń, które przynoszą radość i pomagają poczuć wsparcie.
– Chcemy, aby Ukraińcy wiedzieli, że ich los naprawdę nie jest nam obojętny – dodał Igor Golyak. – Urodziłem się tutaj, dlatego mój przyjazd ma szczególne znaczenie. Część mnie traktuje to miejsce jak swój dom.
Jesse Eisenberg w Nahaczowie, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Jesse
O przyjeździe hollywoodzkiej gwiazdy do ostatniej chwili nie wiedzieli nawet współorganizatorzy ze strony ukraińskiej. Marianna Iwanowycz z uśmiechem opowiedziała:
– Z The Campfire Project wysyłano mi zdjęcia wolontariuszy. Spojrzałam i pomyślałam: „No tak, znam tego człowieka… Coś tu jest nie tak. Przybliżyłam zdjęcie i zorientowałam się: O, jedzie do nas Jesse Eisenberg.
42-letni Jesse Eisenberg jest najbardziej znany z roli Marka Zuckerberga w filmie The Social Network (2010), która przyniosła mu nominację do Oscara, Złotego Globu oraz nagrody BAFTA.
„Prawdziwy ból” (A Real Pain, 2024) to jego autorski komediodramat, który Eisenberg nie tylko napisał i wyreżyserował, ale także zagrał w nim główną rolę u boku Kierana Culkina. Film opowiada o dwóch amerykańskich kuzynach podróżujących po Polsce (m.in. przez Warszawę, Lublin i Krasnystaw) śladami swojej zmarłej babci. Fabuła mocno nawiązuje do osobistych korzeni samego aktora. Film stał się międzynarodowym hitem kin niezależnych, zdobywając zachwyt krytyków, nagrody (m.in. za scenariusz na festiwalu Sundance) oraz nominację do Oscara.
W 2025 roku otrzymał polskie obywatelstwo.
– Moi przodkowie pochodzą z województwa lubelskiego – powiedział w naszej rozmowie. – Podczas II wojny światowej moja kuzynka mieszkała we Lwowie. Przyjęła ją pod swój dach katolicka rodzina, która uratowała jej życie. Dlatego ziemia lwowska zawsze miała szczególne znaczenie dla mojej rodziny. Poczułem, że po prostu musiałem tu przyjechać – mówił aktor.
Rolą Jesse’ego w Nahaczowie było filmowanie i fotografowanie wszystkiego, co się działo na warsztatach. Rejestrował pracę terapeutów i ułamki sekund, w których na twarzach dzieci pojawiał się uśmiech.
– Wydaje mi się, że oni nie do końca wiedzą, kim jestem – zauważył. – Po prostu ktoś im powiedział: „On jest znany, idźcie z nim porozmawiać”. Mają więc tylko takie ogólne poczucie, że jestem jakąś ważną osobą.
Na początku nie bardzo wierzyli dzieciom, że do Nahaczowa przyjechała tak znana postać. Maluchy robiły sobie zdjęcia z Jesse’m i pokazywały je bliskim – dopiero wtedy dorośli upewniali się, że to naprawdę on. Wkrótce we wsi rozmawiano już tylko o hollywoodzkim aktorze. Mieszkańcy natychmiast zaczęli szukać w internecie filmów z jego udziałem, a po seansach prosili go o autografy.
– Tak jak mówił Jesse, dzieci do samego końca nie uświadamiały sobie, kim on jest – zgadza się Marianna Iwanowicz. – Traktowały go jak zwykłego nauczyciela, przeciętnego obcokrajowca, który robił im zdjęcia, przynosił jedzenie w stołówce i bawił się z nimi. Nie było z ich strony żadnego efektu: „wow”. Zapewne kiedy dorosną, zrozumieją więcej i wtedy będą zachwycone tym, że w dzieciństwie spotkały Jesse’ego. To będzie ich niezapomniana pamiątka na całe życie.
Zanim ekipa zamknęła się z dzieciakami w Nahaczowie, Jesse zaliczył jeszcze ukrytą, sentymentalną wizytę we Lwowie. Kto widział go wtedy na lwowskiej starówce, musiał przeżyć absolutne déjà vu. W skromnym ubraniu, wyglądał dokładnie tak samo, jak grany przez niego David w filmie „Prawdziwy ból”, gdzie poszukiwał w Polsce śladów swojej ocalałej z Holocaustu babci. Wtedy we Lwowie panował jeszcze spokój, choć tragiczny, rosyjski ostrzał rakietowy miał spaść na miasto niedługo w nocy. Rosja przeprowadziła zmasowany atak na Ukrainę, w tym na obwód lwowski.
– Obudził nas alarm. Zeszliśmy do schronu, a rano zobaczyłem skutki ostrzału. To było druzgocące, potworne, oburzające i tragiczne. Pomyślałem: co by było, gdyby bombardowano Nowy Jork, gdyby bombardowano mój dom? Lwów bardzo przypomina mi miasto, w którym mieszkam. To po prostu łamie mi serce – powiedział Jesse Eisenberg.
Ekipa wolontariuszy The Campfire Project mogła wrócić przez pobliskie przejście graniczne do Polski, jednak wszyscy pozostali w Nahaczowie. Podczas warsztatów dramaturgicznych zdolny miejscowy chłopak Romczyk napisał sztukę teatralną. Jako autor i reżyser przedstawienia zaprosił Jessego Eisenberga do roli „Trzeciego Przyjaciela”. To również wydarzyło się spontanicznie. Coś niesamowitego. Na szkolną scenę w ukraińskiej wsi, obok dziecięcych aktorów, wszedł również gwiazdor Hollywood. Skromnie usiadł na krześle, by zagrać swoją nową rolę – i to w dodatku po ukraińsku.
Jesse Eisenberg przez rok uczył się cyrylicy, aby móc chociaż przeczytać swoje kwestie po ukraińsku.
– Szczerze mówiąc, nie jestem zbyt dobrym aktorem, kiedy gram po ukraińsku. Proszę, obejrzyjcie mnie w jakimś amerykańskim filmie, żebyście zobaczyli, że tak naprawdę potrafię grać – żartował z ludźmi po spektaklu.
To były wyjątkowe pięć dni Nahaczowie.
– Wiemy, że we Lwowie czy innych dużych miastach działa wiele organizacji pozarządowych i wolontariuszy, którzy pracują z dziećmi i im pomagają – podsumowywała w wywiadzie dla Kuriera Marianna Iwanowycz. – Do wsi jednak rzadko ktoś przyjeżdża, żeby zająć się najmłodszymi. Myślę, że Jesse znalazł w Nahaczowie inspirację do swojej dalszej pracy twórczej. Być może kiedyś zobaczymy tego efekty.
Chcę podziękować organizacji The Campfire Project. Przede wszystkim za przyjaźń. Staliśmy się przyjaciółmi, a nie tylko partnerami. Dziękuję im również za ludzkie podejście, prostotę, za to, że odważyli się tutaj przyjechać oraz za ich wsparcie dla Ukrainy.
Konstanty Czawaga. Artykuł ukazał się na portalu kuriergalicyjski.com



