
Fot: president.gov.by
Aleksander Łukaszenka po raz kolejny zaatakował kraje „zgniłego” Zachodu. Przemawiając do dokładnie wyselekcjonowanej publiki zgromadzonej 30 czerwca w Pałacu Republiki w Mińsku powiedział, że sąsiedzi „robią sobie z nas wrogów, bo się boją”.
„Nie w tym sensie, że jesteśmy agresorami. Jesteśmy dla nich niebezpieczni ze względu na nasz autorytet, niezależność i siłę państwa białoruskiego. W końcu to jest najważniejsze -jesteśmy niebezpieczni swoim przykładem” – cytuje Łukaszenkę rządowa agencja BiełTA.
Odnosząc się do krytykowanych minutę wcześniej krajów Europy Zachodniej, Łukaszenka zauważył, że „możemy być dla siebie interesujący i użyteczni we wszystkich sferach: gospodarczej, naukowej, edukacyjnej, kulturalnej”.
„W rzeczywistości, nawet różniąc się interesami narodowymi, wartościami, tradycjami, my, kraje Europy Wschodniej i Zachodniej, naszego wspólnego domu, możemy i powinniśmy wspólnie się rozwijać” – podkreślił Łukaszenka.
Powtórzył również, że „znajdujemy się w bezprecedensowym kryzysie wojskowo-politycznym w skali globalnej”. Podkreślił przy tym, że to nie on – człowiek, dzięki któremu Rosja umieściła taktyczną broń jądrową na Białorusi – kładzie głowę Europy na nuklearnej gilotynie, ale „zachodni politycy”.
„Teraz modne stało się mówienie o centrach decyzyjnych. Cóż, znamy współrzędne tych ośrodków co do milimetra. A przedwczoraj zostały one jasno i wyraźnie zaznaczone i zatwierdzone przeze mnie na mapach wojskowych” – zagroził Łukaszenka.
Dyktator podkreślił, że wraz z prezydentem Rosji Władimirem Putinem jest gotów „adekwatnie zareagować”, jeśli „bezpieczeństwo naszych narodów będzie zagrożone”.
„Jeśli państwowość, niepodległość, integralność terytorialna, bezpieczeństwo naszych narodów są realnie zagrożone, bez wahania odpowiemy adekwatnie. Nie wystawiajcie na próbę naszej słowiańskiej cierpliwości i swojego losu” – ostrzegł Łukaszenka.
ba za belta.by

