
Ilustracja: AI
Ile można powtarzać ten sam czerstwy dowcip?
Jurij Uszakow – doradca Władimira Putina ponownie wezwał Wołodymyra Zełenskiego, żeby przyjechał do Moskwy, jeśli chce się spotkać z rosyjskim prezydentem. I oczywiście ponownie obiecał, że Rosja zagwarantuje mu nietykalność w czasie tej wizyty.
Putinowski doradca zapewnił też, że “Rosja nigdy nie odmawiała takiego dwustronnego formatu” rozmów pokojowych. “Ważne, żeby takie rozmowy były dobrze przygotowane. I nasz prezydent kilka razy mówił już, że jeśli Zełenski jest rzeczywiście gotów do rozmów, to zapraszamy go do Moskwy, gdzie gwarantujemy mu bezpieczeństwo i dobre warunki do pracy” – zachęca Uszakow.
A przecież nawet dla skończonego głąba jest oczywiste, że gdyby Zełenski pojechał do Moskwy, to żywy by już stamtąd nie wrócił. I w najlepszym przypadku miałby “dobre warunki do pracy” w jednym z syberyjskich łagrów. A na wszelkie zachodnie i ukraińskie protesty, że “przecież Uszakow obiecał”, Putin odpowiedziałby: “Uszakow? Jaki Uszakow? Nie słyszałem”.
Łamanie wszelkich obietnic na papierze, o tych złożonych “na gębę” już nawet nie wspominając, to przecież rosyjska specjalność od wieków. W zasadzie trudno wymienić z historii jakiś podpisany przez Rosję dokument lub “gwarancję”, której by ona potem nie złamała. Ale czemuś nadal jest przekonana, że inni wierzą w jej obietnice. Może bezgraniczna ufność Trumpa tak ją zachęciła?
Najśmieszniejsze jest jednak to, że taki Uszakow i jemu podobni na Kremlu, z Putinem włącznie, naprawdę uważają cały świat za skończonych idiotów, którzy kupią ten ich toporny propagandowy kit pod publiczkę mający pokazać jaka to Rosja jest “otwarta na rozmowy”. Czyżby nie byli już w stanie wymyślić nic sprytniejszego, zamiast odgrzewać ten nieświeży kotlet?
Zobacz także: 15 metrów! Armia rosyjska pobiła rekord nie notowany od 100 lat
KAS


