
Zdjęcie ilustracyjne. 1obl.tv/video/
Po tym, jak firma Elona Muska zaczęła blokować Rosjanom komunikację satelitarną, próby odzyskania łączności na froncie przybierają coraz bardziej desperacką formę. Zgubną.
W sieci pojawiły się doniesienia, że Moskwa szuka wśród ukraińskich obywateli tzw. „dropów” — osób gotowych za niewielkie wynagrodzenie aktywować rosyjskie terminale Starlink na swoje dane. Stawka? Około 30 „kryptoszekli”. Ryzyko — znacznie większe.
Nikogo oferta nie zdziwiła, bo nagłe odcięcie Starlinka i gwałtowne przejście z kapitalistycznej łączności na technologie „analogowe” spowodowało załamanie się komunikacji wroga, wstrzymanie szturmów i ataków dronów Rosjan na wielu kierunkach frontu.
Jak podaje kanał @CyberAssault, widząc skalę problemu i potencjalne zagrożenia, ukraińscy aktywiści z InformNapalm i MILITANT postanowili zagrać va banque i „pomogli” zdesperowanym raszystom. Stworzyli sieć kanałów i botów, gdzie za niewielką opłatą oferowali usługi aktywacji. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania;
W ciągu tygodnia pracy otrzymaliśmy:
– 2420 pakietów danych dotyczących wrogich stacji satelitarnych i dokładnych pozycji wroga;
– udało się złapać 31 ukraińskich zdrajców, którzy byli gotowi aktywować urządzenie na rzecz Rosjan;
– 5870 dolarów darowizny od rosyjskich żołnierzy, którzy desperacko szukali rozwiązania problemu z łącznością.
Zebrane informacje trafiły do odpowiednich struktur. Część terminali ma zostać definitywnie wyłączona z użycia, a dane dotyczące potencjalnych zdrajców są analizowane przez służby bezpieczeństwa (SBU). Co więcej, zdobyte środki mają wesprzeć bieżące potrzeby sił obronnych.
wa



