
Fot: DiscoverWithDima/ Wikipedia.org
Ambasador Polski na Ukrainie Bartosz Cichocki został wezwany do MSZ w Kijowie w związku z wypowiedziami szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza.
O wezwaniu polskiego dyplomaty do MSZ poinformował rzecznik resortu Ołeh Nikołenko, cytowany przez Europejską Prawdę.
Podkreślił on, że podczas spotkania w MSZ Bartosz Cichocki został poinformowany, że stwierdzenia o „niewdzięczności Ukraińców” za udzieloną im przez Polskę pomóc „nie odpowiadają rzeczywistości i są nie do przyjęcia”.
„Jesteśmy przekonani, że przyjaźń ukraińsko-polska jest znacznie głębsza niż doraźna polityka. Polityka nie powinna kwestionować wzajemnego zrozumienia i siły relacji między naszymi narodami. Żadne deklaracje nie przeszkodzą nam we wspólnym dążeniu do pokoju i budowaniu wspólnej europejskiej przyszłości” dodał przedstawiciel ukraińskiego MSZ.
Nerwowa reakcja Kijowa to pokłosie wypowowiedzi szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza w TVP – skądinąd jak najbardziej trafnej.
Minister Przydacz wskazał, że Ukraina otrzymała od Polski naprawdę duże wsparcie i że „powinna zacząć doceniać rolę, jaką Polska odegrała dla Ukrainy w ostatnich miesiącach i latach”.
Słowa te padły w kontekście kryzysu w stosunkach dwustronnych związanego z blokadą eksportu ukraińskiego zboża przez Polskę.
Skomentował je również Andrij Sybiga, zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy;
„Nie ma nic gorszego, niż gdy twój wybawca żąda od ciebie opłaty za ratunek, nawet gdy krwawisz” – powiedział .
Dodał, że Ukraińcy uważają Polaków za swoich „najbliższych sojuszników”, a Ukraina „broni wartości i bezpieczeństwa naszego regionu, robiąc to również w interesie Polski”.
oprac. ba za eurointegration.com.ua



